17407131716929800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Był bardzo długi okres, kiedy to starałem się nie oglądać swojej twarzy. Trwało to, bo ja wiem, ze dwa lata. Unikałem przede wszystkim luster, ale też kałuż, szyb autobusowych, witryn sklepowych, jednym słowem szkła. Naturalnie zdarzały się chwile, gdy przez niedopatrzenie popełniałem nagle jakiś błąd i dostrzegałem na ułamek sekundy,  gdzieś tam po drugiej stronie, swoje odbicie, błyskawicznie zamieniałem wtedy spojrzenie na to przymglone i zapominałem o sprawie. Pamiętam jak któregoś dnia w  pracy zobaczyłem swoją postać uchwyconą przypadkowo na filmie. Nie mogłem się nadziwić, że ten pokraczny, łysawy człowieczek to właśnie ja, a gdy tak zwany mędrzec salowy, jakich pełno w każdej korporacji, odburknął, że tak jest zawsze, i zmienił nagle temat, chyba właśnie wtedy, tak, właśnie wtedy zaczęło rodzić się we mnie podejrzenie.

Reklamy

10758199047708900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

metody samokształcenia

 

Przez noc uczyłem się pi(sa)ć jak kot (język –
pozbawiony zagłębienia przeciwstawiający się
niezmordkowanie sile grawitacji)
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Co z tego, skoro jutro
poróżnimy się na tysiąc sposobów?

 

6648932669220870000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Zawsze nienawidziłem ludzkich zbiorowisk, przez całe życie ich unikałem, ze względu na nienawiść do mas nie zdarzyło mi się nigdy uczestniczyć w jakimkolwiek ludzkim zgromadzeniu, tak samo zresztą jak Regerowi, niczego nienawidzę bardziej niż masy, tłumu, ustawicznie mam uczucie, choć przecież nigdy się do mas czy tłumów nie przyłączam, że masa czy tłum zaraz mnie zgniecie. Już w dzieciństwie schodziłem im z drogi, masom, nienawidziłem tłumów, ludzkich zbiorowisk, skoncentrowanej niegodziwości, bezmyślności i kłamstwa. Na tyle, na ile powinniśmy kochać każdego z osobna, myślę, na tyle nienawidzimy masy”.

Thomas Bernhard Dawni mistrzowie, tłum. Marek Kędzierski

4109266378488060000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Będąc dzieckiem zbyt często marzyłem o tym, żeby już tylko lecieć w skrojonej na miarę moich skromnych potrzeb rakietce wystrzelonej, ot tak, bez celu, w Kosmos, oddalającej się z każdym dniem od Matki Ziemi. Wyobrażałem sobie wtedy siebie siedzącego przed zaparowanym okienkiem, oddalonego i oddalającego się jednocześnie od wszystkiego, w skupieniu obserwującego próżnię. Dzisiaj, kiedy od wielu lat znajduję się w tym położeniu, wyglądając od czasu do czasu przez okno, myślę, że moje marzenia chyba się ziściły.

Dzisiaj więc, kiedy już tak dobrze rozumiem spiralę dni, w której się obracam, w której obracam się i obracam jak bezwolna figurka wyjęta z baletu triadycznego Oskara Schlemmera, kiedy całymi dniami lewituję i ożywiam się dopiero po północy, by umieścić swoją głowę w imadle, by uciszyć myślenie, by wykluczyć wspomnienia, natłok wspomnień dobijający się od wewnątrz, od środka, walący, mówiąc głośno łomocący w poszycie mojej czaszki, dzisiaj więc, kiedy już rozumiem, zbyt dobrze rozumiem, że muszę, tak, tak, muszę pisać, codziennie, niewiele, choćby kilka zdań, nie oglądając się na nic – dzisiaj więc piszę.

Doskonale pamiętam jak któregoś dnia uświadomiono mi mimochodem, że popełniam niewybaczalny karygodny błąd mówiąc „na dworzu” zamiast „na dworze” (dwór-dworze dwór-dworze pamiętaj), dotąd zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, iż mówienie „na dworzu” jest niewybaczalnym karygodnym błędem, zamiast „na dworze” mówiłem „na dworzu”, popełniając niewybaczalny karygodny błąd. W domu od zawsze mówiono „na dworzu”, matka mówiła „na dworzu”, ojciec mówił „na dworzu”, siostry mówiły „na dworzu”, do tej pory tak mówią. I natychmiast przypomniałem sobie wszystkie sytuacje, wszystkie zapamiętane sytuacje z poczekalni i z pracy, spotkania w kręgu byłych znajomych i toczące się tam rozmowy tudzież wszystkie oficjalne oraz nieoficjalne rozmowy odbyte w tak zwane cztery oczy, kiedy za każdym razem zamiast „na dworzu” mówiłem „na dworze”, ośmieszając się, popełniając niewybaczalny karygodny błąd.

Mam stosunkowo małą czaszkę, która idealnie pasuje do moich dłoni.

 

2539666290732810000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Twarze społeczeństwa medialnego odpowiadają logice polityki i reklamy. Media masowe, na których przeznaczenie wskazuje już ich nazwa, dostarczają twarzy jako towaru i broni. Istnieje przy tym sprzężenie zwrotne między   t w a r z a m i   p r o m i n e n t n y m i, które media nieustannie wprowadzają do obiegu,  a  a n o n i m o w y m i  t w a r z a m i tłumu. Konsumpcja twarzy w mediach karmi się twarzami powstającymi od razu jako maski, a więc „robionymi”, podczas gdy równocześnie w Internecie upowszechnia się ich konsumpcja prywatna, polegająca na udostępnianiu własnej face innym w Sieci, jak gdyby uczestniczyło się w jakiejś nieustającej wyimaginowanej party.

Hans Belting Faces. Historia twarzy, tłum. Tadeusz Zatortski

1569600087755250000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

wiesz

 

Tu nie chodzi o poezję. Delta ujścia ze szkolnego zeszytu, no dobrze,
ujście deltowe (czarny, zielony, niebieski, kredki mydlane), kontury
nakreślone niestaranną linią, przenieść na papier
to umieścić w płaszczyźnie.
Nie pamiętaj czy trawnik podchodził aż do ogrodzenia, czy koc
zawieszony latem na balkonie zimą tracił kolory, czy w furtce
prowadzącej nad staw (ścięgna, więzadła) zawsze tkwił klucz.
Margines. Menisk wypukły. To słowa.

970066202977562000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nie powinniśmy zajmować określonej pozycji społecznej, z chwilą, kiedy jesteśmy w stanie o sobie powiedzieć, że zajmujemy określoną pozycję społeczną, powinniśmy z tej pozycji bezzwłocznie rezygnować, zajmowanie jakiejkolwiek pozycji, a już najbardziej określonej pozycji społecznej powinno nas natychmiast alarmować, powinna nam się w głowie zapalać tak zwana czerwona lampka, żarówka z drucikiem powinna nam się zajarzyć nad głową, z chwilą, kiedy jesteśmy w stanie powiedzieć (wyartykułować), że zajmujemy określoną pozycję społeczną.

370532318199874000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

scary movie

 

Babcia z Wnusią w parku Skaryszewskim im. Ignacego Jana Paderewskiego. Jesień. Dużo złotych liści. Ostatnie takie słoneczne popołudnie.
Podczas gdy Babcia tonie w myślach (smutek uwidoczniony na twarzy), Wnusia wpatrzona jest w ekran smartfona. Spacerują, podtrzymując więź werbalną.
(długie pauzy)

 

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Emodżi. Soszial media. Nielimitowane.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Hygie.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

 

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Hygie. Trendy. Hygie.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

 

Wnusia: — Pod ponckiem piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Pod Ponckim Piłatem.

Babcia: — Pod Ponckim Piłatem.

Wnusia: — Jaki ładny kwiatek!

Babcia: — Gdy byłam w twoim wieku, byłam taka sama jak ty.

229001566577813000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Mam problem z dość silnie drżącym i uciekającym z lekkawskaźnikiem (lub kursorem) myszy. Przy różnego rodzaju pracy, ja nie mogę utrzymać go w ryzach – dziwnie mi drży, a głównie przeskakuje w różne miejsca. Bywa tez, że sam ucieka gdzieś w kąt ekranu, ale to rzadko. Najczęściej drży cały do tego stopnia, że nie mogę go nakierować nawet na „x” zamykający okno, czy w przypadku edytora tekstu, na odpowiednie miejsca między literami. To jest okropne! Co ciekawe, to nie jest problemem tylko na moich komputerach, ale jak czytam na różnych forach, dzieje się tak podobnie u innych. I jak do tej pory, czytając rożne wypowiedzi, nie natrafiłem jeszcze na jakąś bardziej sensowną i trafną, którą wykorzystując, rozwiązałbym opisany przed chwilą problem.

 

Przyznam się szczerze, że to jest problem, który najłatwiej byłoby mi zdiagnozować samemu na żywo. Pana opis jest bardzo szczegółowy i bardzo za niego dziękuję, ale na tę chwilę nie mam pomysłu, co to może być.

54059936666307800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

 22 października

 

W pewnych miejscach naprawdę jest znośnie. Otacza się otoczakami sensu w pewnych miejscach, wypowiada zdania, które uznaje za słuszne. Ale zdania, które wypowiada w pewnych miejscach (przestrzeń i czas), gdy tylko opuści pewne miejsca (wyjście poza obręb, przesunięcie), natychmiast tracą swoje znaczenie. Swój sens.

33410878289444900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

infekcja dróg

 

Mam ogromny sentyment do Islandii, do wszystkiego, co islandzkie, chociaż Islandii nie widziałem na oczy, nigdy nie byłem w Islandii, a znając mnie, nawet gdybym się znalazł w Islandii, nienawidziłbym Islandii jak niczego innego w świecie,
dlatego dzisiaj, otworzywszy szafkę i ujrzawszy pudełeczko z napisem Syrop islandzki (syrop na kaszel z porostu islandzkiego), nie potrafiłem się oprzeć.
Najnowsze, świeżo zakupione, nietknięte opakowanie w stonowanych kolorach (zidentyfikowałem ametystowy, miętowy, wrzosowy, oliwkowy) z widokiem gór surowych, ascetycznych, zachęcających do eksploracji.

20649058376862900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

definicja

 

Zaś jeśli chodzi o pracę, o ile sobie teraz dobrze przypomina, to zawsze w pośpiechu. Wieczny pośpiech odwiecznie kojarzący się z pracą, co jest nonsensem. Każda praca, którą wykonywał, była zatem nonsensem. Praca w pośpiechu, z pośpiechem, dla pośpiechu (pojawia się nawet akord) w żadnym razie nie może być określana mianem pracy. Stosowne słowo robota.

7887238464280900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zaczął jeść, ale po chwili odsunął talerz. Wzrok jego przykuł pewien przedmiot, leżący na oknie koło niego. Był to lep na muchy. Na papierze pokrytym klejem dziesiątki much walczyły ze śmiercią, wydobywając ostatkiem sił jedną łapkę, aby pozostałe tym głębiej zanurzyć — papier pełen był okropnych wysiłków małych, konających z wyczerpania istot
— Niech pan to zabierze stąd — rzekł pośpiesznie Leszczuk.
— Lep? Gdzie mam zabrać? — zapytał zdziwiony pan Kotlak.
— Wszystko jedno! Żeby to nie było przy mnie! Prędzej!
Restaurator spojrzał na niego zdziwiony, ale lep zabrał i przeniósł na sąsiednie okno.
Wówczas stała się rzecz dziwna. Leszczuk wstał — po czym skierował się nagle do lepu z muchami i zaczął palcem dobijać muchy jedną za drugą, jedną za drugą.
Chłopi podnieśli się z ławy i przypatrywali się temu zdziwieni, a gospodarz zapytał:
— Pan szanowny muchy zabija?
— Niech się nie męczą — wyrzekł jakimś zdławionym, nieswoim głosem Leszczuk.
A mówiąc to, zabijał je coraz prędzej, coraz prędzej… i miało to dziwny charakter, iż wreszcie jeden z chłopów odezwał się:
— A dosyć już tego dobrego!
W tej samej chwili Leszczuk rzucił się na niego. Piana mu wystąpiła na usta…
Porwał go obiema rękami za głowę i przerzucił sobie przez plecy z niesłychaną siłą. Zaczął miotać się z przerażonym chłopem po całej salce.
Tamci rzucili się na ratunek.
Maja i Hińcz zostali odepchnięci w kąt. Powstało kłębowisko na podłodze, a bufet runął z trzaskiem i brzękiem tłuczonego szkła.
I naraz z tej kopy ludzkiej wydarł się przerażony, straszliwy ryk:
— Jezus Maria! Jezus Maria!
Leszczuk całym ciałem uderzył w okno, wyłamał je i znalazł się na dworze. Ale zanim uciekł zatrzymał się jeszcze na moment. Obejrzał się i — zabił jeszcze jedną muchę na lepie. Zniknął.
Chłopi wysypali się za nim hurmem.
— Trzymaj! Łapąj!
Miasteczko obudziło się. Otwierały się okna i drzwi, a w nich stawali wystraszeni ludzie.Pościg przelatywał uliczkami, jak złowieszcze widmo.Hińcz nie mógł dotrzymać kroku Maji, ale wydzierającą się naprzód dziewczynę schwycił za rękę i nie puszczał. Oboje biegli z tyłu.
— Zabiją go! — szeptała Maja, jak w gorączce.
Z dala dobiegł ich nowy ryk. Chłopstwo otoczyło chałupę na krańcu miasteczka. Ludzie uzbrojeni w pałki, kosy i widły, przez płot wdarli się do wnętrza zabudowań.
— Tu się schował! — wołali. — Na strychu jest!
— Za ucho mnie złapał! — wył właściciel chałupy.
— Muchy na lepie zabijał! Bić go! Bić go!
— Dom podpalić!
Witold Gombrowicz Opętani