911461723979229000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

14930352

We śnie w delcie Misisipi, największej rzeki świata, do źródeł której raz do roku spływają wszystkie oceany. W tej złotej godzinie jesteśmy błyszczącą kroplą wody na szczycie wiktoriańskiego wodospadu mogącą niejako z góry obserwować ten cykliczny i fascynujący proces – głos lektora, monotonny, usypiający, przywodzi mi na myśl stare pocztówki odnalezione dawno temu zapomniane. I rzeczywiście, krajobraz, który teraz się wyłania, po części pustynny, po części brunatnawy, ma w sobie coś średniowiecznego, antypatycznego, przedpotopowego.

via sen lektorski — The Dreamberries

Reklamy

563314324863738000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

10 października

Mężczyźni montują panele słoneczne. Naturalny w takim przypadku hałas.

 

rozporządzenie

W tym roku liście opadłe na balkon wtykać w „Świat czarów” Robertsona Daviesa.

348147399115490000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dzień lekcyjny

Przypomniała mi się sala gimnastyczna, właściwie salka z pnącymi się pod sam sufit sczerniałymi drabinkami i piecem kaflowym, na podłodze rozłożono już maty. Wyposażenie stosunkowo ubogie; skrzynia gimnastyczna czteropiętrowa (niesłusznie mylona z koniem) i kozioł. W takiej skrzyni można się schować, wystarczy zdjąć wieko przypominające trumnę, potrzebne są do tego jednak dodatkowe osoby. Usiłowałem przypomnieć sobie dalsze szczegóły, na szczęście opamiętałem się w porę; przypomniałem sobie bowiem, iż chodzi przecież tylko o kwas deoksyrybonukleinowy, to on jest najważniejszy. Wszystko, co się dzieje (losy świata, cywilizacje, indywidualne historie) jest tylko pochodną (nie mylić z pochodnią) istnienia kwasu deoksyrybonukleinowego, gwarantem jego przetrwania.

 

 

PS

Bo na dworze robi się zimo i wieje.