107045318469545000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Od dawien dawna nie chcieli słuchać moich pytań, doprowadzało mnie to do szaleństwa, zadawałem pytanie, a oni, nie dość, że nie chcieli mi udzielić odpowiedzi, to jeszcze nie chcieli słyszeć żadnych dalszych pytań, a to dlatego, że zadawałem te pytania jedno po drugim, nie skończyłem zadawać pierwszego pytania, a już myślałem o następnym, pojawiało się w mojej głowie kolejne pytanie, zadawałem je, i natychmiast pojawiało się kolejne, nie nadążałem z pytaniami, a oni nie nadążali z udzielaniem odpowiedzi, postanowili zatem, dla własnej wygody, że nie będą więcej słuchać moich pytań, robili to naturalnie dla własnej wygody, nie znajduję innego wytłumaczenia, zaprzestali słuchania moich pytań, bowiem wszystkie rodzące się w mojej głowie pytania były dla nich niewygodne.

(…)

przebywając między ludźmi, bałem się odezwać, bałem się ujawnić moje prawdziwe, a więc chore myśli, bałem się, że w ten sposób zdradzę swoją pokraczność, niepewność, swój oddech, jakże bardzo chciałem znaleźć kogoś, z kim mógłbym podzielić się moim myśleniem, moimi skojarzeniami, moim naiwnym, przyznaję, czasem zaskakującym swoją naiwnością nawet mnie samego tokiem rozumowania, och jak bardzo pragnąłem wyjawić nagle WSZYSTKIE MYŚLI, ale wiedziałem, zbyt dobrze wiedziałem, iż pod żadnym pozorem nie wolno mi tego zrobić, w chwili, w której zrealizowałbym ten niemądry pomysł, iście szatański pomysł wyjawienia wszystkich swoich myśli, jednym słowem ujawnienie całości myślenia, byłbym zgubiony, raz na zawsze załatwiony, w chwili, w której przyszłoby mi przypadkiem do głowy ujawnić nagle wszystkie, a więc również te najskrytsze myśli, byłbym skończony, raz na zawsze wykończony, NIGDY przed nikim nie możemy wyjawić wszystkich swoich myśli, NIGDY i PRZED NIKIM nie możemy się otworzyć, bowiem, kiedy przyjdzie nam to niechcący do głowy, jesteśmy już zakręceni.

Reklamy

66157645150735500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nadal mógł czytać, ale tylko w ściśle określonym miejscu

Szerokość oczu 9 cali. A także tego brakowało w sztuce

wytrzymałość, która już po przejściu przez dwa

Przecina linie ciężkości powiek, ciśnienia i pieczenia

Same oczy powstały, pozostawiając przerwę

Widzenie stało się konieczne. Zszywanie może – jak

Często to obserwowałem – pacjent wydaje się być bardziej wytrzymały

Ale to była okoliczność

pomóc, przez regularne zamykanie oczu

za każdym razem pociągając nitkę do rzeczywistości

 

DIE THERAPIE DES AUGES MITTELS DES FARBIGEN LICHTES, LEHRBUCH, DR- LUDWIG BOEHM, Geheimen Medicinal – Rath und Professor an der Universität zu Berlin, Berlin, 1862.

25269971831926300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Ja już niczego nie muszę pamiętać.

Tych wszystkich chłopaków, którymi byłem, zatrzymanych na skrzyżowaniach, schodach, w windach, przed egzaminem, w pełnym słońcu, we wiatach przystankowych, po gorączce, tych wszystkich chłopaków pokochać mocno i wyznaczyć im miejsce, a nawet trajektorie, i może chciałbym bardziej, żeby to oni żyli dalej tam, każdy na swój sposób, niż ja, tutaj, tak, teraz?

Jesteśmy kształtem obrabianym przez czas. Nie wolno się oburzać na ograniczoność zasobów pamięci.

15617701486882900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Chłopczyk chciałby się teraz pochwalić, że przewidział kto będzie mistrzem świata w piłce nożnej, a tam zaraz przewidział, strzelił że Francja, i rzeczywiście Francja została mistrzem świata w piłce nożnej, rozpisał to sobie przed rozpoczęciem mundialu na karteczce i ucieszył się bardzo, kiedy sprawdziła się jego przepowiednia (strzał), ale ni ma nikogo, ni ma naprawdę nikogo, kto by go teraz podziwiał…

Chłopczyk, z okazji zakończenia tej wielkiej ogólnoświatowej imprezy, chciałby pochwalić się również jednym z najstarszych wierszy (gdyby chłopczyk zdradził teraz w jakim wieku ten wierszyk napisał i tak nikt by mu nie uwierzył). Tytuł wymyślił dziś.

 

Ostatni finał pod egidą FIFA

Niespokój
niedzielny w słońcu rozwieszony czas
firanek dłoni zimny przypływ
na brudnej skroni muchy sen
najstarszy grzebień w całym mieście
najsłodsza

5965431141839500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

licho nie śpi by nie spać mógł ktoś

 

Wielki strach zagościł w naszych sercach cztery dni temu, rankiem, w pochmurną niedzielę, gdy Nrtdu zamiast, jak to miała w zwyczaju, pozwolić sobie na przeciągnięcie snu aż do południa, wiedziona jakimś, nie wiedzieć jakim przeczuciem, postanowiła nagle odwiedzić zamieszkującą na kolonii ciotkę Hrlk. Ciotka Hrlk zamieszkiwała na kolonii całkiem sama, mówiła o sobie ciotka Hrlk samowystarczalna, jednak, jak wspomina Nrtdu, to określenie przerodziło się w dosyć ponury żart, kiedy tak stała i stała nad jej zmasakrowanymi zwłokami.

Nasi myśliwi nie mieli wątpliwości: Monstrum wróciło. Monstrum rulez! Prawdziwe Monstrum czai się w lasach i znów zagraża. Natychmiast zwołano nadzwyczajną naradę, na której powzięto następujące środki zaradcze:

a) zarządzono polowanie
b) zarządzono 24-godzinną relację z polowania we wszystkich wioskowych kanałach
c) do czasu rozprawienia się z Monstrum nikt nie opuszcza chaty
d) na wszelki wypadek grupa najbardziej zasłużonych myśliwych uda się na pielgrzymkę, by złożyć Wielkiemu Bóstwu ofiarę przebłagalną z lisich głów

2278591938635590000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Aa

 

W rodzinie zawsze kłopoty z zębami, od dawien dawna rodzinne kłopoty z zębami, kłopoty dorosłych i kłopoty dzieci, dziedziczenie kłopotów z zębami. Przy obiedzie: jem prawą stroną, to matka, jem lewą, ojciec. Syn nic nie mówi. Siostra: boję się o plomby. Dzień jak co dzień, jestem nad wyraz spokojny, mimo że od piątku kurczą mi się dłonie.
To już nie ręce są.
Torocki.

1408247264568310000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dół niesamowitości

 

Od lat z uwagą śledzę postępy w dziedzinie robotyki, w szczególności zainteresowanie moje wzbudzają pojawiające się w stosunkowo regularnych odstępach czasu krótkie filmy (filmiki) pewnej firmy z Waltham w Massachusetts (do niedawna stanowiącej własność Google), tworzącej roboty człeko i zwierzopodobne na potrzeby armii amerykańskiej. Nie mam już 30 lat, a więc, zgodnie z ogólnie przyjętymi założeniami międzypokoleniowego postrzegania jestem starcem, posiadam w sobie jednak ciągle niespożyte pokłady witalności, odznaczam się dobrym zdrowiem, przejawiam niegasnące zainteresowanie otaczającym światem i, co może wydawać się nieprawdopodobne, nie noszę okularów. Całymi godzinami potrafię wpatrywać się w eksplorujące pracowniczą przestrzeń (zazwyczaj filmiki nagrywane są w wewnątrz lub na zewnątrz firmy, na terenie firmowym) coraz to nowsze modele obdarzonych zadziwiająco sprawnymi kończynami robotów. Są to najczęściej kilku–, kilkunastominutowe, pozbawione oddzielnej ścieżki dźwiękowej realistyczne materiały promocyjne (w zależności od tego, czy akcja rozgrywa się wewnątrz czy też na zewnątrz firmy, w tle przeważają szepty/uwagi/okrzyki pracowników lub typowe dla terenów przyfabrycznych odgłosy natury; wiatr, chrzęst żwiru, skrzypienie zawiasów, krakania wron), z których to materiałów/filmików dowiadujemy się o nieubłaganym i niepowstrzymalnym postępie technologii: roboty z filmiku na filmik poruszają się coraz sprawniej, potrafią biegać, wchodzić i schodzić po schodach, przeskakiwać gałęzie i pnie, a nawet wspinać się po ścianach. Bardziej jednak niż zachowanie samych robotów fascynuje mnie zachowanie przewijających się w tle tych filmików ludzi; zawsze tak było, przez całe życie zwracałem uwagę na to, na co nie trzeba, na co nie powinienem był zwracać uwagi, koncentrowałem uwagę na szczególe miast ogóle, oglądając filmy przyrodnicze bardziej niż hienom przyglądałem się badającym ich zachowanie, wyposażonym w najnowsze gadżety badaczkom, zamiast psom, różnej maści zaklinaczom, lub też, dla odmiany, wyekwipowanym macho wyposażonym m.in. w specjalistyczne kije służące do przytrzymywania węży. Tak więc i tutaj, w przypadku tych filmików, nic nie mogłem poradzić na to, że moja fascynacja przesuwała się powoli z maszyn na ludzi, chociaż to właśnie te pierwsze ustawiono w roli bohaterów pierwszoplanowych. Zahipnotyzowany z początku przypominającymi świat ożywiony automatami, ich do złudzenia ludzkim, kocim, psim (itp.) sposobem poruszania się, pewną, cechującą nas wszystkich niezgrabnością, nieporadnością, konsternacją w sytuacjach ekstremalnych, mimowolnie zacząłem zauważać, że coś jest nie tak. I nie chodzi tu bynajmniej o same roboty, lecz o otaczających je ludzi.

Otóż ludzie, prawdopodobnie inżynierowie odpowiedzialni za powstawanie tych zadziwiających maszyn, stojący gdzieś z boku, z dala, z tyłu kadru, ustawieni w taki sposób, że na filmikach, w zależności od ujęcia, widać tylko profil ich twarzy, stopę, plecy, ręce, przerazili mnie (gdy tylko to sobie nagle uświadomiłem) śmiertelnie. Obserwując ich zachowanie cechujące się nieustannym podkreślaniem władzy nad tym, co stworzyli, a więc kopaniem bogu ducha winnych maszyn, popychaniem ich, szturchaniem kłodą drewna w taki sposób, by wytrącić je z równowagi, a nawet pozbawianiem jednej z kończyn, uświadomiłem sobie nagle wrodzone okrucieństwo gatunku ludzkiego, do którego również ja należę, i przeraziłem się śmiertelnie.

Przypomniałem sobie, jak przed laty, korzystając jeszcze z facebooka, lubiłem hurtowo usuwać podsuwane raz po raz propozycje znajomych, osoby, które według algorytmu mogę znać, wystarczyło tylko ustawić kursor na krzyżyku znajdującym się w prawym górnym rogu pierwszego proponowanego zdjęcia, i klikać aż do wyczerpania propozycji. W trakcie tego procesu usuwania przez mój umysł przelatywały myśli w rodzaju: jeszcze taka twarz jest możliwa, o, i takie rozstawienie oczu w połączeniu z zespołem przekonań. Przypominam sobie, iż towarzyszyło temu procesowi uczucie porównywalne chyba tylko z satysfakcją jaką gwarantuje nam kurczowe zaciskanie palców na pęcherzykach folii bąbelkowej.

870344674067282000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Do realizacji dzieła nie przystąpiono w sposób lekkomyślny. Na pięćdziesiąt lat przed rozpoczęciem budowy ogłoszono w całych Chinach, które postanowiono otoczyć murem, sztukę budowlaną, a zwłaszcza rzemiosło murarskie za najważniejszą dziedzinę wiedzy, a wszystkie inne sprawy uznawano tylko w tej mierze, w jakiej łączyły się one z budownictwem. Przypominam sobie dokładnie, że jako małe dzieci, jeszcze niezbyt pewnie stojące na nogach, gromadziliśmy się w ogródku naszego nauczyciela i musieliśmy budować z kamyków coś w rodzaju muru, po czym nauczyciel, podkasawszy swe szaty, w biegu rzucał się na ten mur i oczywiście wszystko rozwalał, a nam tak ostro wypominał nieudolność budowy, że zanosząc się od płaczu rozbiegaliśmy się na wszystkie strony i wracaliśmy do rodziców.

Franz Kafka, Budowa chińskiego muru, tłum. Alfred Kowalkowski

78478930303301300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Przeoczyłem tegoroczne przesilenie, jednocześnie natychmiast uzmysłowiłem sobie, że dawno temu, również w czerwcu, pisywałem tego typu koszmarne, fatalne wiersze, i teraz wcale tego nie żałuję:

 

Więdnięcia

Nie przeżyjemy nadchodzącej zimy.
To raczej niemożliwe.

Dzień się skraca.

Już się zaczęło
wszystko
i bezmyślnie trwa.

Dosłownie można to sobie
tłumaczyć uwarunkowaniami
Realiów.

Tak samo ma w końcu swoje
trzy minuty,
dwa wymiary,
jednak w tak fałszywy sposób
nie potrafię ich opisać.

Lubię padać na wznak,
oglądać drobiny kurzu
przez pryzmat
Okoliczności.