2313035225866220000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Czas sprzyjał tak budowie Stożka, jak mojej pracy naukowej, osiągnąłem wszystko, co możliwe, słowa Roithamera. I tak nauki przyrodnicze, jak Stożek pozostawić naturze, słowa Roithamera. Tak jak do Stożka nie ma prawa nikt wchodzić, tak nikt już nie wejdzie w moje przyrodnicze prace naukowe.

Thomas Bernhard Korekta, tłum. Marek Kędzierski

1429534386761120000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

956722026041

renifer

591286729879

Niż o imieniu Lars wywoła największe od lat śnieżyce nad Polską Wschodnią.

365435296162

Mais c’est dans l’ouvrage de Charlotte Beradt consacré aux rêves sous le IIIe Reich que l’on trouve le témoignage le plus fort et le plus impressionnant de la manière dont la sphère politique envahit la subjectivité des citoyens et colonise l’intime, jusque dans les moments où l’être humain semble s’être retiré de la société et de ses contraintes. Beradt ne s’interroge pas sur l’histoire personnelle des rêveurs. Elle ne met pas en relation les rêves avec des séries d’expériences individuelles, mais avec des caractéristiques générales d’une époque de montée du nazisme. Les rêves qu’elle a soigneusement recueillis auprès d’Allemands à partir de 1933 montrent comment la scène onirique est le théâtre de tous les sentiments de dépossession, de dépersonnalisation, d’humiliation, de consentement, de soumission ou de culpabilité, mais aussi de fascination ou d’attraction ressentis à l’égard des bourreaux, liés à la mise en place progressive d’un régime totalitaire.

Les rêveurs s’imaginent écoutés au cœur même de leur espace privé par des autorités qui ont placé partout des microphones, ils se voient même scrutés dans leurs pensées les plus intimes et rêvent que les murs de leur appartement comme ceux des habitations voisines ont totalement disparu ; surveillés en permanence, ils se sentent agressés par les haut-parleurs hurlant, les images et slogans politiques ou les uniformes militaires ; ils se rêvent dociles, pliant devant l’autorité et se sentant soulagés par des attitudes conformistes ; ils sont paralysés par la peur ou l’angoisse. Beradt y voit des formes de « mises au pas » et de « rite d’initiation au totalitarisme », mais on peut tout aussi bien y voir des occasions de mettre en scène ce qui est craint, afin d’y faire face.

Bernard Lahire L’interprétation sociologique des rêves, La découverte, 2021

883500839105108000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

choroby towarzyszące

Mam dwie czapki zimowe, które zakładam na głowę, przez cały rok, od stycznia do grudnia, od rana do wieczora, jak również na noc, zakładam na głowę moje czapki zimowe [grubszą] i (cieńszą). Gdy jest mi stosunkowo zimno w głowę (jak teraz), zakładam cieńszą czapkę zimową, gdy to nie wystarcza, zakładam grubszą. W dzień chodzę bez czapki lub też w grubszej czapce zimowej, czasami w cieńszej. Noce przesypiam w grubszej czapce zimowej, czasami w cieńszej. Potrafię obudzić się w nocy i zamienić grubszą czapkę zimową na cieńszą [gdy jest mi ciepło w głowę], i odwrotnie, potrafię zmienić cieńszą czapkę zimową na grubszą (gdy jest mi zimno).

Jestem wyziębiony, niepotrzebnie znów zaczęło we mnie pisać, myślę, że to wina wszystkiego dookoła, lecz przede wszystkim wczorajszego snu, który udrożnił strumień nieświadomości, rzekę wspomnień (czy czego tam jeszcze); przypominają mi się nagle punkty orientacyjne, ruiny formacyjne, przypominają mi się osoby, które mignęły i zgasły, wbrew zasadom panującym w mojej głowie nigdy nie pozwolę wymazać ich sobie z pamięci, same szklanki pokawowe, nie mam do czego przelać naparu z melisy. Jak co roku na początku roku staram się utrzymać równowagę na wiele sposobów, każdy jest rozchwierutaniem.

Od wielu lat nie przyśnił mi się żaden koszmar, mam dobre sny. Myślę, że to rekompensata za nieciekawe życie, że tym, którzy wiodą życie w miarę szczęśliwe, śnią się koszmary. Prawdopodobnie ten mechanizm utrzymuje mnie ciągle na powierzchni; stosowne porcje melatoniny neutralizują pokaźne dawki kortyzolu wystrzykiwane przez nadaktywne w ciągu dnia gejzery stresu.

W swoich snach jestem [choć to zawsze nie do końca ja (kwestia tożsamości to temat na odrębną dyskusję)]  obojętnym obserwatorem. Nie można mnie dotknąć.

Moim przyjacielem jest Tomasz, muszę to podkreślić, moim przyjacielem jest Tomasz, nie mam innego przyjaciela i nigdy nie miałem, ci, którzy śmieli określać siebie mianem moich przyjaciół, nigdy nie byli moimi przyjaciółmi, ani ja nie określałem ich nigdy w podobny sposób. Moim przyjacielem jest Tomasz.

Mam nowy rok na kontynuację nieskończonej pracy, muszę tylko pamiętać, że rok nie jest przestępny i ma trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Wbrew pozorom to niewiele, zważywszy na to, iż poprzedni rok miał w sobie ten jeden, jakże cenny dodatkowy dzień. Bieżący rok jest rokiem normalnym, a więc ma tylko trzysta sześćdziesiąt pięć dni, potrafię sobie na przykład wyobrazić sytuację, w której zabraknie mi tego jednego dnia, to nie jest wcale takie trudne, już taki jestem, pesymistyczny. Na razie odsuwam tę myśl, tak jak odsuwam wiele innych niepotrzebnych myśli. Smaruję twarz palcami jak gdybym przygotowywał się do walki. Wsmarowuję krem pod oczy.

pierwszy semestr

Ta dziewczyna, na tym samym roku, nie chodziłem z nią na zajęcia, ale słyszałem od Marty, ta dziewczyna, na którą wtedy natknąłem się na schodach wydziału i zagadałem, a potem, zawstydzony tym zagadnięciem, postanowiłem jej towarzyszyć i odprowadzić ją do bramy, bo chciałem zagadać zagadane, chociaż nie wiedziałem, co jeszcze powiedzieć, był piątek, wracała do domu, przed bramą zapytała tylko w którą stronę idę, nie wiedziałem, co odpowiedzieć, tak naprawdę planowałem uwolnić się od niej tuż po przejściu bramy, miałem taką nadzieję, ta dziewczyna, którą odprowadzałem i odprowadzałem (południe południe południowy wschód) i nie mogłem się od niej uwolnić, to znaczy nie mogłem się od niej uwolnić, bo słyszałem od Marty, więc odprowadzałem ją i odprowadzałem, aż doszliśmy do Dworca Centralnego.

Ten chłopak w pobrudzonych spodniach, w letnim płaszczu, mimo że zima, do którego też nikt nigdy się nie odzywał, i przez te pół roku nie zauważyłam, żeby on odezwał się do kogokolwiek, zawsze gdzieś z boku, z tyłu, w ostatniej ławce.

Ten facet, który tak nas bardzo irytował (wszyscyśmy się go bali), ten facet (Tomasz?), który w przerwach między zajęciami pojawiał się znikąd, stawał przy tablicy i zaczynał pisaćpisać, nadpisywać, wywracając nam porządek świata.