1224721520064120000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Jeśli mówiłem: nie chcę mącznych potraw, odnosiły moją wypowiedź o mącznych potrawach do siebie, chociaż ja, wypowiadając się o potrawach mącznych, wcale nie myślałem o moich siostrach, ale niezależnie od tego, co mówiłem, słyszały zawsze, że wypowiadam się przeciw nim”.

Thomas Bernhard, Wymazywanie, przeł. Sława Lisiecka

Reklamy

554926040554257000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Pošta

 .

Godinama, nakon što je naša majka umrla, pošta je još uvijek dostavljala pisma adresirana na nju. Njenu smrt pošta nije primila na znanje.

 

Thomas Bernhard, Imitator glasova, preveo s njemačkog Boris Perić

 

3923892811677010000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

cytat na sobotę

 

W trybie gaworzenia piszę najfatalniejsze wiersze, zauważam to dopiero po jakimś czasie (poniewczasie), dawno za to nie cytowałem. Cytuję zatem. Naturalnie Bernharda (jeden z moich takich najukochańszych):

.
Był spisywaczem aforyzmów, spisał ich niezliczoną ilość, pomyślałem, trzeba przyjąć, że je zniszczył, piszę aforyzmy, wciąż powtarzał, pomyślałem, to jest pomniejsza gałąź sztuki duchowej zadyszki, z której żyli niektórzy, zwłaszcza we Francji, dawniej, jak i teraz, tak zwani półfilozofowie na nocny stolik pielęgniarki, mógłbym też powiedzieć, kalendarzowi filozofowie dla obojętnie kogo, których powiedzonka, z czasem czytamy w poczekalni u lekarza, obojętnie, czy tak zwane negatywne, czy tak zwane pozytywne, jednakowo wstrętne. Od spisywania tych aforyzmów nie mogłem się jednak odzwyczaić, niestety, obawiam się, że są ich już miliony, że już miliony ich spisałem, powiedział, pomyślałem, i najwyższy czas, żebym zaczął je niszczyć, nie mam bowiem ochoty, żeby pewnego dnia tapetowano nimi ściany szpitali i pokoje plebanii, tak jak tapetuje się Goethem, Lichtenbergiem i spółką, powiedział, pomyślałem. Ponieważ nie jestem urodzonym filozofem, zrobiłem z siebie, zresztą muszę przyznać, że nie całkiem bezwiednie, aforystę, jednego z tych wstrętnych kibiców filozofii, których jest na kopy, powiedział, pomyślałem. Malutkimi pomysłami sprytnie wziąć na muszkę wielki cel i oszukiwać ludzkość, powiedział, pomyślałem. W gruncie rzeczy jestem wyłącznie tylko jednym z tych niebezpiecznych dla otoczenia aforystów, którzy, z całą tą ich bezwzględnością bez granic tudzież z całą tą ich bez skrupułów bezczelnością, przyklejają się do filozofów jak stonka do ziemniaka, powiedział, pomyślałem. Kiedy przestajemy pić, giniemy z pragnienia, kiedy przestajemy jeść, giniemy z głodu, powiedział, wszystkie te przemądrzałe aforyzmy sprowadzają się do tego wzoru (…)”.

Thomas Bernhard, Przegrany, tłum. Marek Kędzierski

 

1777930954809410000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Nigdy nie wiem, jak traktować czytelników tego bloga (jeśli w ogóle są tu jeszcze jacyś czytelnicy). Z jednej strony – mówię za dużo, chaotycznie, popadam w jakieś kiczowate klimaty, z drugiej – mówię nie na temat, powtarzam się przy tym coraz częściej. Jest w tym wiele prawdy. Prawdą jest również, że ten blog to moja jedyna forma komunikacji z idealnym światem zewnętrznym, w co naturalnie nikt mi nie uwierzy.

Ten wstęp był tylko pretekstem, by znów zacytować Bernharda (przez całe życie szukałem jedynie pretekstu do zacytowania Bernharda), bo znów, przy kolejnej lekturze Bernharda, wynotowałem sobie kolejny, odpowiadający mi cytat z Bernharda:

„Na małych kartkach kupionych we wsi próbowałem uchwycić pewne dane, które wydawały mi się ważne, decydujące momenty życia, bałem się, ze to, co teraz było jeszcze tak wyraźne, rozpłynie się nagle i przepadnie, że nagle tego nie będzie, że nie znajdę w sobie dość siły, aby ocalić przed mrokiem niepamięci decydujące zdarzenia, potworności, śmieszności, starałem się ocalić na tych kartkach, co się dało, bez wyjątku wszystko, co wydawało mi się warte ocalenia, tu miałem mój sposób postępowania, moją własną nikczemność, moją własną brutalność, mój własny gust, który ze sposobem postępowania, nikczemnością, brutalnością i gustem innych miał tyle wspólnego co nic. Co jest ważne? Co jest znaczące? Wydawało mi się, że wszystko muszę ocalić od zapomnienia, z mózgu przenieść na kartki, których w końcu zrobiły się setki, bo nie ufałem własnemu mózgowi, straciłem zaufanie do własnego mózgu, straciłem zaufanie do wszystkiego, tym samym więc zaufanie do własnego mózgu. Wstyd, że piszę wiersze, był większy, niż sądziłem, zaniechałem więc pisania wierszy”.

T. Bernhard, Autobiografie, tłum. S. Lisiecka

2501848252103980000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Od dziadka przejąłem na całe życie zwyczaj wczesnego wstawania, prawie zawsze przed piątą rano. Rytuał ten powtarza się, codziennie z tym samym zdyscyplinowaniem wychodzę naprzeciw porom roku, na przekór nieustannym siłom lenistwa i ciągłej świadomości, że wszelkie działanie jest działaniem bezsensownym. Długotrwała izolacja jest całkowitą izolacją zarówno ciała, jak i ducha; podporządkowując się zupełnie i bezwzględnie własnym potrzebom, daję sobie radę. Okresy absolutnego odrodzenia przeplatają się z jego odwrotnością, poddany wszelkim możliwym chwiejnościom własnej natury i wszechświata, czymkolwiek by on był, potrafię rozeznać się w sobie wyłącznie na podstawie ich ściśle ustalonego porządku dnia. Tylko dlatego zdolny jestem istnieć, że przeciwstawiam się sobie i faktycznie jestem zawsze przeciw sobie.

(…)

Osiągnęliśmy wiek, gdy sami jesteśmy dowodem na wszystko, co nam się za życia przydarzyło.

(…)

Mówię językiem zrozumiałym tylko dla siebie, dla nikogo poza tym, podobnie jak każdy rozumie tylko swój własny język, ci zaś, którzy sądzą, że rozumieją, to głupcy albo szarlatani.

(…)

Czy jestem częścią, czy też ofiarą obracającej się coraz szybciej i nieprzerwanie wszystko w sobie gniotącej i rozgniatającej maszyny życia? zapytuję siebie. Nie ma na to odpowiedzi. Mój charakter to wszystkie charaktery jednocześnie, moje pragnienia to wszystkie pragnienia jednocześnie, moje nadzieje, zwątpienia, wstrząsy. Ratuje mnie tylko udawanie, a potem znów przeciwieństwo udawania. Gdziekolwiek byśmy szukali ucieczki, stajemy wobec niekompetencji”.

Thomas Bernhard, Autobiografie, tłum. Sława Lisiecka

 

63173200356011900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Czas był wypełniony niesamowitością i niepoczytalnością, a także nieustanną potwornością i niewiarygodnością. Montaigne pisze, że to bardzo bolesne doświadczenie, musieć przebywać w miejscu, w którym obchodzi nas i dotyczy wszystko, co ogarniamy wzrokiem. I dalej: moja dusza była poruszona, tworzyłem sobie własną opinię o otoczeniu i próbowałem uporać się z nią bez pomocy obcych ludzi. Jednym z moich przeświadczeń było, że prawda w żadnym wypadku nie może ulegać przymusowi i przemocy. I dalej: pragnę dać się poznać i jest mi obojętne, do jakiego stopnia, jeśli tylko to się naprawdę dzieje. I dalej: nie ma niczego trudniejszego, ale też niczego bardziej pożytecznego niż autoopis. Należy badać samego siebie, rozkazywać sobie i stawiać się na właściwym miejscu. Zawsze jestem na to gotów, gdyż zawsze opisuję siebie, a nie opisuję własnych czynów, tylko własną istotę. I dalej: pewne sprawy, których ujawniania zabraniają przyzwoitość i rozsądek, podawałem do wiadomości otoczenia dla nauczki. I dalej: uczyniłem swoją zasadą mówienie wszystkiego, co ośmielam się powiedzieć, zatem wyjawiam nawet myśli, których właściwie nie można upublicznić. I dalej: jeśli chcę siebie poznać, to dlatego, abym poznał, jaki jestem naprawdę, dokonuję więc krytycznej analizy na swój temat”.

Thomas Bernhard, Autobiografie, przeł. S. Lisiecka

5696323922575860000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

na dziś*
.
.

W niechcący usłyszanej dziś rano reklamie zdążył powiedzieć, że za telewizor plazmowy zapłacę tyle a tyle, natomiast za smartfona zapłacę już tylko tyle a tyle.
A JA NIE ZAPŁACĘ!

oraz cytat:

„Zamiast od razu, jak wcześniej obiecałem, opisać Gambettiemu Wolfsegg, opowiedziałem mu wtedy coś o Nietzchem, czego lepiej żebym był nie mówił, coś o Kancie, co było całkiem bezsensowne, coś o Schopenhauerze, co początkowo sam uważałem za szczególnie kompetentne, później jednak musiałem uznać za dość zwariowane, już po kilku minutach, coś o Montaigne’u, czego sam nie rozumiałem nawet w momencie, kiedy mówiłem o tym do Gambettiego; ledwo bowiem wygłosiłem do niego owo zdanie dotyczące Montaigne’a, Gambetti poprosił mnie, żebym zechciał wyjaśnić mu wygłoszone właśnie zdanie, czego jednak nie potrafiłem uczynić, ponieważ w tej samej sekundzie sam już nie wiedziałem, co w ogóle powiedziałem o Montaigne’u. Mówimy coś i widzimy to całkiem jasno, a w następnej chwili w ogóle nie wiemy, cośmy właśnie powiedzieli, powiedziałem do Gambettiego, akurat powiedziałem coś o Montaigne’u, ale teraz, dwie, trzy sekundy później już wcale nie wiem, co naprawdę i rzeczywiście powiedziałem o Montaigne’u. Powinniśmy posiadać taką umiejętność, żeby móc coś powiedzieć, wygłosić i to przed chwilą wygłoszone jednocześnie zaprotokołować w umyśle, co jednak nie jest możliwe, powiedziałem do Gambettiego”.

Thomas Bernhard, Wymazywanie, tłum. S. Lisiecka


.


*Ten wpis tylko po to, aby szybko odwrócić uwagę od poprzedniego (stara dobra metoda stosowana przeze mnie jak dotąd z pozytywnym skutkiem). Nie lubię swoich egzaltacji.

74938658661142300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

reklama

 

Przerywam czytanie najbardziej przerażającej książki Bernharda i sprawdzam w wyszukiwarce czy rzeczywiście w Palma de Mallorca znajduje się okropny, przygnębiający Hotel Zenith i rzeczywiście w Palma de Mallorca znajduje się okropny, przygnębiający Hotel Zenith, zabieram się więc z powrotem do czytania, a gdy ponownie zaglądam do internetu, zaczynają mi się wyświetlać oferty hoteli i biur podróży.

Tak! Polecę do Palma de Mallorca i zabiorę ze sobą Beton Bernharda! I przeczytam Beton Bernharda w jakimś okropnym, przygnębiającym, betonowym hotelu w Palma de Mallorca! Cóż za brak taktu!

88895331094252100000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Budziłem się i było to przebudzenie do całkowitego zniechęcenia życiem. Jeśli udawało mi się rano cokolwiek w sobie uruchomić, to tylko zawsze ten sam mechanizm niezdolności do życia i zniechęcenia życiem, a o pracy, choćby najdrobniejszej, nie mogłem nawet myśleć, co tylko z dnia na dzień powiększało moje przygnębienie. Zamiast pracować, siedziałem całymi dniami, tygodniami, miesiącami nad swoimi rozprawami, nie mając bladego pojęcia, jak się do nich zabrać. Budziłem się i zaczynałem się bać tych rozpraw, chodziłem tam i z powrotem po domu, najpierw na górze tam i z powrotem, potem na dole tam i z powrotem, i oddawałem się coraz bardziej kompletnie bezużytecznym czynnościom, które mnie tylko odrywały od zasadniczej pracy, i nadużywałem tych niedorzecznych, istotnie kompletnie niedorzecznych czynności i zabiegów, tylko po to, by oderwać się od umysłowej pracy, od moich przyrodoznawczych studiów i związanych z nimi rozpraw, których z czasem zacząłem się regularnie bać i które stopniowo przetransportowałem do pokoju na poddaszu i tam zamknąłem, by nie mieć z nimi styczności. Już sam widok tych rozpraw wywoływał we mnie mdłości. Już sama myśl o nich”.

Thomas Bernhard „Tak”, przeł. Monika Muskała

 

33954995036828900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Być może problem stanowi samo zawężenie perspektywy. Być może należy patrzeć szerzej i bez złudzeń, być może trzeba widzieć od razu ten sam narzucający się fragment krajobrazu (płotek, kołek, dróżka, plus typowe przygnębiające liście) we wszystkich ujęciach, patrzeć na niego tu i teraz przez pryzmat wszystkich pór roku. Być może, jeśli natychmiast dodamy śnieg i upał (usuniemy liście), wszystko się wyjaśni.

.


„Zimą myślę: wiosna mnie uratuje, wiosną myślę: lato mnie uratuje, latem myślę, że jesień, jesienią, że zima, wciąż to samo, o każdej porze roku z nadzieją wypatruję następnej. To, rzecz jasna, niefortunna cecha charakteru, u mnie wrodzona, ja nie mówię: jak to dobrze, że jest zima, zima to twoja pora roku, podobnie jak nie mówię, wiosna to twoja pora roku, podobnie jak – jesień, to twoja pora roku, lato i tak dalej, i tak dalej. Przesuwam moje nieszczęście zawsze na porę roku, w której akurat muszę żyć i w tym całe nieszczęście”.

Thomas Bernhard, „Dawni mistrzowie”, tłum. Marek Kędzierski

15385139106431700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

brzytwa Ochmonka

.

Za dużo go tutaj, kiedy tam nie ma go wcale. Jakby chciał temu nieustannie zaprzeczać, jakby mogło pomóc. Chwyta się tego, jak ostatniej brzytwy ratunku.


„Wszystko, co zostało powiedziane, okazuje się od razu, czy nieco później, bez sensu, to wszakże nie żadna zbrodnia, powiedział, jeśli mówi się o tym z przekonaniem, z najbardziej niewiarygodną zapalczywością, do jakiej jesteśmy zdolni. To, co myślimy, chcemy też powiedzieć, powiedział Reger, i w gruncie rzeczy nie zaznamy spokoju, dopóki tego nie powiemy, kiedy milczymy, dusimy się tym. Ludzkość dawno by się już udusiła, gdyby musiała przemilczać pomyślany na przestrzeni jej historii bezsens, każdy, kto zbyt długo milczy, dusi się tym, również ludzkość nie może zbyt długo milczeć, wtedy bowiem dusi się, nawet jeśli bez sensu jest wszystko, co wymyśli pojedynczy człowiek, co wymyśli ludzkość, jak również to, co pojedynczy człowiek kiedykolwiek w życiu wymyślił, to, co ludzkość kiedykolwiek wymyśliła”.

Thomas Bernhard, Dawni mistrzowie, tłum. Marek Kędzierski

25681508899601000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

drążenie (korniki, kołatki)

W Altensam zawsze słyszał w nocy korniki, a raczej kołatki, żarłoczność kołatków nie dawała mu spać w nocy, wszędzie wokół kołatanie kołatków, najbardziej w nocy naturalnie rzecz jasna, z uwagi na jego słuch, bardzo wyczulony, tudzież z powodu nadwrażliwości umysłu, kołatki cały czas przy pracy w deskach podłogi i pod nimi, w szafach i komodach, w komodach, zwłaszcza we wszystkich szufladach, słowa Roithamera, w drzwiach i w ramach okien, nawet w zegarach, krzesłach i fotelach, zawsze potrafił dokładnie określić, gdzie pracowały kołatki, które meble toczyły, faktycznie kołatki zaczęły się wgryzać nawet w jego łóżko, w łóżku, w bezsenne noce, słowa Roithamera, mógł cały czas tropić prace kołatków, musiał tropić, w stanie wzmożonej uwagi, oddychał słodkawym zapachem świeżo przeżutego przez nie drewna, raczej przygnębiony swoim odkryciem, że od tylu lat tysiące, a może i dziesiątki tysięcy kołatków, setki tysięcy, wzięły sobie za cel Altensam, po to, nie mógł się powstrzymać, by o tym nie myśleć w nocy, by pożreć całe Altensam, dopóty żreć Altensam, aż pożrą Altensam bez reszty, aż w pewnym momencie, możliwe, że nie trzeba będzie na to zbyt długo czekać, Altensam rozsypie się w proch.

T. Bernhard, Korekta, przeł. M. Kędzierski, Warszawa 2013, ss. 301-302

.
Dzisiaj cała moja nadzieja w myszach, a także w drewnojadach, kornikach i kołatkach, które prędzej czy później spowodują, że miejscami już trzeszczące sanatorium zawali się ze szczętem. Ta wizja regularnie nawiedza mnie we śnie, rzekł dr Abramsky i popatrzył na lewą dłoń. Widzę sanatorium, godnie stojące na swoim miejscu, widzę wszystko naraz, budynek w całości i każdy najdrobniejszy szczegół i wiem, że szachulce, belkowanie dachu, odrzwia i panele, posadzki, klepki i stopnie, poręcze i balustrady, futryny i listwy pod tynkiem są już doszczętnie wydrążone i w każdej chwili, gdy ten wybrany spośród ślepej armii chrząszczyków ostatnim klapnięciem szczęki przełamie ostatnią linię oporu, już zgoła niematerialnego, wszystko się zapadnie. I we śnie widzę, że faktycznie się zapada, nieskończenie powoli, i wielka, żółtawa chmura wznosi się i rozwiewa, a na miejscu byłego sanatorium nie pozostaje nic prócz kupki miałkiej, podobnej do kwietnego pyłku mączki drzewnej.

W.G. Sebald, Wyjechali, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2010, ss. 144-145

11636390653418400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Od Spadoliniego doszedłem później w osobliwy sposób do Goethego: do patrycjusza Goethego, którego Niemcy przycięli i przykroili sobie na księcia poetów, powiedziałem ostatnim razem do Gambettiego, doszli do poczciwca Goethego, kolekcjonera owadów i aforyzmów z jego filozoficzną mielonką, powiedziałem do Gambettiego, który naturalnie nie zrozumiał słowa mielonka, więc mu je wyjaśniłem”.

Thomas Bernhard „Wymazywanie”, przeł. Sława Lisiecka

215414832505659000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Jedno daje nam spokój, nie próbuje ingerować w naszą psychikę, pozwala nam być sobą i rozwinąć w sobie wiele czasem wspaniałych rzeczy, drugie wciąż nam daje po głowie, rani i nie daje spokoju, nie daje spokoju przez całe życie, ale właśnie dlatego przez całe życie wciąż nas absorbuje, wprowadza w nasze życie niepokój, dzień w dzień wkracza w nas ten niepokój, którego przez całe życie nie potrafimy już z siebie wyrzucić, który przez całe życie podburza nas przeciw wszystkiemu. Dlatego wszystko, co jest moim myśleniem, bierze się z tej drugiej strony, z tego niepokoju, a nie z tego, co daje nam spokój, słowa Roithamera. Dlatego już w Altensam, we wczesnym dzieciństwie, myślenie moje naturalnie rzecz jasna brało się nie z tego, co dawało mi spokój, tylko z tego, co spokoju nie dawało. To, co wypowiadamy, wtedy kiedy wypowiadamy się całym naszym jestestwem, bierze się zawsze tylko z niepokoju, nie z tego, co daje spokój, słowa Roithamera”.

Thomas Bernhard, Korekta, przeł. Marek Kędzierski

4585371016945310000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Cały czas obserwowałem z mojego okna na górze, z Höllerowskiej mansardy, jak Höller w swojej pracowni na dole wypycha olbrzymiego czarnego ptaka, wpychał w ptaka coraz więcej waty, myślałem, obserwowałem go z tego miejsca bardzo przydatnego do obserwacji tego typu, tak długo, aż ptak został całkowicie wypchany, a więc stałem bez ruchu co najmniej pół godziny, aż zobaczyłem, że Höller wypchał już ptaka całkowicie. Naraz Höller rzucił tego wypchanego ptaka na ziemię, zerwał się na nogi i wybiegł na zaplecze pracowni, nie widziałem go wprawdzie, ale czekałem, obserwując pracownię, dopóki ponownie nie spostrzegłem Höllera, wrócił i znowu usiadł w fotelu i znów zaczął wypychać ptaka, obok Höllera widziałem teraz na podłodze olbrzymią stertę waty, pomyślałem, że Höller stopniowo wepchnie tę olbrzymią stertę waty w tego, jak pierwotnie sądziłem, już całkowicie wypchanego ptaka. Noc jest dla niego znośna tylko dlatego, że wypycha tego ptaka, pomyślałem. Jeszcze o północy wciąż był zajęty wypychaniem ptaka. A ja wciąż zastanawiałem się, jaki to ptak, jeszcze nie widziałem takiego olbrzymiego i równie czarnego ptaka, myślałem, i że jest to chyba jakiś gatunek tutaj się niepojawiający, z zagranicy, zastanawiałem się, czy nie zejść na dół, do Höllera do pracowni, i nie zapytać go, jaki to gatunek ptaka. Możliwe, że jest to tak zwany ptak egzotyczny, że jeden z zamożniejszych myśliwych z doliny, z tych urodzajnych terenów, myśliwych, którzy bardzo często wyjeżdżają na polowania za granicę i do zamorskich krajów, przywiózł go stamtąd, z Ameryki Południowej lub z Afryki, z jaką niewiarygodną energią Höller wypychał teraz ptaka watą, nie wyobrażałem sobie, że w ptaku może być tyle miejsca na watę (…)”.

Thomas Bernhard „Korekta”, przeł. Marek Kędzierski