37238998302736500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Zur stabilen Stützung eines Körpers ist notwendig,
daß er mindestens drei Auflagepunkte hat,
die nicht in einer Geraden liegen, so Roithamer.

 

„Część ulicy Mikołaja i cały most obracają się z przejęciem, patrząc na psa, który szczekając głośno ściga automobil Towarzystwa Ratunkowego. Aż wreszcie pies nagle rezygnuje, zawraca i okazuje się zwyczajnym cudzym kundlem, który goniąc za pojazdem nie miał nic niezwykłego na myśli”.

„Przeważająca ilość psów szczeka bezmyślnie, ledwie ktoś się z oddali przybliży; niektóre jednak, może i nie najlepsi stróże, ale istoty rozumne, pokojowo podchodzą do obcego, obwąchują go i szczekają dopiero przy podejrzanym zapachu”.

„Pudel dozorczyni, który siedzi u dołu na stopniu i nasłuchuje mojego tupania rozpoczynającego się na czwartym piętrze, ogląda mnie, gdy go mijam, i patrzy za mną, gdy biegnę dalej. Miłe poczucie spoufalenia, że się mnie nie boi i włącza w zamieszkały dom i jego odgłosy”.

 

[Thomas Bernhard „Korrektur”/Franz Kafka „Dzienniki 1910-1923” (tłum. Jan Werter)]

Reklamy

489902017620816000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

89

Wszystko, co się słyszy, jak i wszystko, czego się nie słyszy, uczyni w Kalkwerk z każdego nadsłuchowca.

144

a dzisiaj Höller zaczął rąbać drwa i w okamgnieniu wszystko, co jest związane ze studium, stało się po prostu niemożliwe.

233

Radość czytania książki z pliku z pozostawionymi przez kogoś żółtymi plamami myśli [highlights!] odzwierciedlającymi wykonaną podczas lektury pracę umysłu.

377

[ze spostrzeżeń AI]

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą i tekst

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, na zewnątrz i przyroda

 

187125919574002000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

21

Liczymy, myślimy zawsze liczbami. Od urodzenia wtłacza się nas w system liczb, a pewnego dnia wyrzuca z niego jak z katapulty, we wszechświat, w nicość.

Thomas Bernhard Zaburzenie, przeł. Sława Lisiecka

34

Głowa pełna paronimów.

55

[w zastępstwie albo odkładanie]

Kilka dni temu wybrałem sobie do poczytania dzienniki Michaela Palina, które niegdyś tak bardzo przypadły mi do gustu, i przez te kilka dni w kilkunastu sesjach przeczytałem zaledwie trzydzieści sześć stron ze względu na maleńkie litery. Wczoraj w nocy, wychodząc na papierosa, rzuciłem na nie okiem (leżały na biurku), wyjąłem zakładkę, po czym bez wahania odstawiłem książkę na półkę, stwierdziwszy, iż profilaktycznie nie powinienem jej czytać ze względu na maleńkie litery. Odchodząc, nieopatrznie zatrzymałem wzrok na grzbiecie (doskonała czcionka) i zrobiło mi się smutno, ponieważ przecież bardzo chciałem znów przeczytać. Wyjąłem książkę z powrotem, położyłem na biurku, odszukałem trzydziestą szóstą stronę i włożyłem zakładkę. Po chwili, dla pewności, ponownie otworzyłem książkę w miejscu zakładki na trzydziestej szóstej stronie, odnalazłem miejsce, w którym ostatnio skończyłem czytać i w świetle lampki za jednym zamachem przeczytałem trzy czwarte strony, zapominając wyjść zapalić (chciałem wtedy napisać kilkadziesiąt stron, co nie byłoby prawdą). Prawdą jest to, że po przeczytaniu tych trzech czwartych strony natychmiast zabrałem się za opisywanie mojej historii, może dlatego, by dłużej nie czytać i nie psuć sobie wzroku (w zastępstwie), a może po to, by pochwalić się, że w trakcie tego pisania nie wyszedłem na balkon i nie zapaliłem, chociaż o tym pamiętałem.

84787475302008800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

podwójne sito

 

Staram się jak najmniej pisać od kiedy zauważyłem, że Thomas mnie zdradza. Jak już wcześniej gdzieś tam wspomniałem wszelkie wpisy na tym blogu zatwierdza osobiście Thomas Bernhard z Moich nagród. Za każdym razem, zanim nacisnę publikuj, zasięgam jego opinii – i niemal zawsze, za każdym razem, jest to opinia pozytywna.

A wygląda to mniej więcej tak; napiszę coś, zerkam na twarz Thomasa z Moich nagród, na twarzy Thomasa dostrzegam charakterystyczny, niepodrabialny uśmieszek dumnej akceptacji, publikuję.

Tak było. Do tej pory.

Jednak kilka dni temu, przeglądając moje wpisy, zauważyłem, że to nie funkcjonuje. Bynajmniej nie tak, jakbym ja sobie tego życzył.

 

Dlatego dzisiaj, na biurku, tuż obok Moich nagród, ustawiłem sobie tyłem Czuję. Zawrót głowy. Od dzisiaj każdy wpis na tym blogu przechodził będzie podwójną weryfikację. Już nie tylko Thomas z jego, nie oszukujmy się, zakulisowym pokpiwaniem z moich wpisów, który wszystko przepuszcza, lecz również W.G. Sebald, pisarz, z którego zdaniem bardzo się liczę  (Sebald to taki Bernhard, tylko bez poczucia humoru, co niewątpliwie stanowi o jego przewadze).

Od dzisiaj każdy wpis, zanim pojawi na tym blogu, zderzyć się będzie musiał z niezwykle surowym obliczem W.G. Sebalda z okładki Czuję. Zawrót głowy. Z jego krytycznym spojrzeniem.

7645281878642070000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

88

 

Ten spacer, powiedział książę, był znów jednym z ulubionych przeze mnie spacerów bez słów. Podczas takich spacerów nie wolno, co jest samo przez się zrozumiałe, drogi doktorze, wyrzec słowa. Kto nie dochowa zasady, zabraniającej na takim spacerze wyrzec bodaj słowo, tego w przyszłości na zawsze wykluczam z takich spacerów bez słów.

Thomas Bernhard  Zaburzenie, przeł. Sława Lisiecka

426056956614766000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

praktyki religijne

 

Refleksja na dziś: czytanie Bernharda jest (i zawsze już będzie) moją codzienną modlitwą.

„Siedziałem na ławce i przyglądałem się wiewiórkom, które śmigały w tę i z powrotem po całym olbrzymim i, jak się wydawało z mojej perspektywy, bezkresnym parku, to wskakując na drzewa, to z nich zeskakując, jak się wydawało, pochłonięte bez reszty jedną tylko pasją, chwytały porozrzucane po całym terenie papierowe chusteczki, pozostawione przez pacjentów chorych na płuca, i uganiały się z nimi po drzewach. Po całym terenie ganiały z papierowymi chusteczkami w zębach, każda w innym kierunku, aż w zapadającym zmroku można było dostrzec tylko i wyłącznie latające w tę i z powrotem białe punkciki papierowych chusteczek, trzymanych przez nie w zębach”.

Thomas Bernhard Bratanek Wittgensteina, przeł. Marek Kędzierski

 

PS
Zawsze pragnąłem czytać Go w oryginale, ale nigdy, mimo podejmowanych wielokrotnie prób, nie opanowałem, i chyba nigdy już nie zdołam opanować, niemieckiego.

1323171012053240000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„(…) próbowałem zbadać, jak mocna jest rzeczywiście pamięć Höllera, wprawdzie wyobrażałem sobie, że pamięć Höllera była równie mocna i klarowna jak moja, Höller był jednak całkowicie innym człowiekiem niż ja, a u dwóch ludzi nic nie jest jednakowe, zacząłem więc, świadomy tego, przypominać mu szczegóły naszej wspólnej drogi do szkoły, najpierw wspominając występy skalne, charakterystyczne, rzucające się natychmiast w oczy występy skalne, następnie mniej rzucające się w oczy, mniej charakterystyczne, zapachy w określonych miejscach, zapachy roślin, zapachy ziemi, drogę do szkoły charakteryzowały bowiem ciągłe zmiany zapachu ziemi, zapachy kamienia i zapachy roślin, przypominałem gniazda określonych ptaków, gromady, gatunki ptaków, w ogóle próbowałem przebadać zasoby pamięci Höllera, przypominałem różne przedmioty, na przykład leżące na dnie Aurach wraki rowerów, wszelkie żelastwo, puszki od konserw, koła młyńskie, powrzucane tam przez rozmaitych ludzi, które jeszcze doskonale zachowałem w pamięci, wypytywałem go o to, o czym, raz często, raz rzadziej, mówiłem w drodze do szkoły, dotyczącym wszystkich możliwych spraw, także o to, o czym mówił Roithamer, o nieoczekiwane spotkania w drodze do szkoły, na przykład w przewężeniu Aurach, gdzie wcześniej, w czasach, kiedy chodziliśmy do szkoły gminnej, obozowali Cyganie, których się baliśmy, ponieważ ludzie mówili, że Cyganie porywają dzieci, im więcej dzieci, tym lepiej, o dziwnych mirażach w powietrzu, odbiciach na trawie, a przede wszystkim na nadbrzeżnej skarpie, o osobliwościach kory drzew, o osobliwym, charakterystycznym zwłaszcza na naszej drodze do szkoły wzdłuż rzeki Aurach zachowaniu zwierząt, pytałem, czy pamięta jeszcze, jak razem z nim i Roithamerem między pniami drzew odkryłem raz dwanaście zmarzniętych na śmierć saren, a potem wszystkie je ułożyłem, jedną na drugiej, w stos, o tym, jak nagle w połowie drogi między moim domem a szkołą postanowiliśmy iść na wagary i zamiast do szkoły zeszliśmy do opuszczonego młyna, który stał tam, gdzie dzisiaj straszy olbrzymia dziura, jak lej po bombie, porośnięta trawą, i w ogóle, czy przypomina sobie na drodze do szkoły szczegóły związane z wojną, i lęk, który w tym czasie zawsze nam towarzyszył, i stwierdziłem, że Höller przypomina sobie wszystko lub prawie wszystko to, co ja sam sobie przypominałem”.

Thomas Bernhard Korekta, tłum. Marek Kędzierski