2386237772822200000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

24157817

 

Słońce

We wsi Calmogen łamie się marmur;
spędziłem tam swego czasu jedno lato.
Nie ma tam skowronków, ani nie wypełzają żmije.
Tylko z zieleni krzewów śliwowych wyłania się słońce,
które zachodzi również za śliwowe krzewy.
Chłopiec schwytawszy w strumieniu delfina śmiał się.

 

Nishiwaki Junzaburō, Słońce, [w:] Wiśnie rozkwitłe pośród zimy, tłum. A. Kazuko, W. Kotański, T. Śliwiak.

 

39088169

 

MŁODZIENIEC próbuje udowodnić starszemu mężczyźnie, że – on, młody – jest samotny. Opowiada, że przybył do miasta, aby poznać ludzi, lecz do tej pory nie udało mu się nikogo do siebie przekonać. Próbował różnych sposobów, by pozyskać zaufanie ludzi, w każdym jednak budził niechęć. Wprawdzie kiedy mówił, wszyscy go słuchali i zawsze pozwalali mu dokończyć, ale nikt nie chciał go zrozumieć. Przynosił ludziom prezenty, bo podarunkami łatwiej przecież zaskarbić sobie przyjaźń i przychylność. Ale oni nie przyjmowali prezentów, a jego samego wypraszali za drzwi. Całymi dniami zastanawiał się, dlaczego nie chcą mieć z nim do czynienia, lecz zupełnie nie potrafił sobie tego wytłumaczyć. By zjednać sobie ludzi, przeobrażał się czasem w kogoś innego; raz stawał się tym, raz tamtym; z powodzeniem wcielał się w różne postacie, ale także w ten sposób nikogo do siebie nie przekonał. Młodzieniec z taką gwałtownością zasypuje słowami siedzącego przed domem starca, aż zaczyna się wstydzić. Cofa się o krok i stwierdza, że nie robi na starcu najmniejszego wrażenia. Nie dostrzega w nim żadnej reakcji. Biegnie więc do swojego pokoju i chowa się pod kocem.

Thomas Bernhard Zdarzenia,  przełożyła Ilona Kromp (źródło)

 

63245986

 

Stary woźnica konnego omnibusu

Oto stary woźnica konnego omnibusu,
który poluje na końskie muchy.
Omnibus jego jest już stary,
a on sam też dobrze zasuszony.

Staruszek w dobrym gatunku, uwędzony powoli
w piecu nazywanym omnibusem
przez czterdzieści lat, o których niewiele jest do mówienia.

Z wędzonych spodni
polującego na końskie muchy
wystawała jak nerwoból
staroświecka długa fajeczka.

O, produkcie wędzenia,
puszczający dymek z nerwobólu
po wypędzeniu końskich much!

 

Fuchigami Mosen, Stary woźnica konnego omnibusu, [w:] Wiśnie rozkwitłe pośród zimy, tłum. A. Kazuko, W. Kotański, T. Śliwiak.

19401589591466800000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Trostka

dla T.


“Listening to coughs all day is kind of disgusting,” she said.

Prześcieradło najlepiej jest składać w samotności, Anna radzi, żeby prześcieradło służyło należycie, trzeba przede wszystkim dopasować jego rozmiar do swojego materaca w łóżku […], [prześcieradło] zapewni spokojny sen, niezakłócony podwijaniem się materiału. To prawda. Co jednak zrobić, gdy już nie ma śniącego, a dalej, co z tym prześcieradłem? Zostają jeszcze kapcie (wsuwane) i leki (Prednizolon, dwa opakowania), książki, pidżama, kubek (bez ucha), kołdra, ból, poduszka;

                              zostają […] myśli, i zostaje kaszel; tak jak nie można zapominać o kaszlu, tak samo nie możemy zapominać, i nie trzeba nam o tym przypominać, na każdym kroku przypominać o godzinach spędzanych przy łóżku (a ona, ona, ona, cóż biedna robić ma, nad gapą pochylona i śmieje się ha, ha). Kroki. Chodzenie od łóżka

do łóżka. Rozmowa,

………………………………..a raczej kłótnia,

                                                       nie zamierzam dwa razy powtarzać, nie za-mie-rzam (rozmowa przeradzająca się w kłótnię), nie mogę, nie będę powtarzać. Trzy miesiące obrazy, odrazy, niemal sto dni gotowości. Zostaje pot (nie mam siły płakać), zostają wymazy; najgorsze są chwile słabości; w chwilach słabości, A jesteśmy słabi, odsłaniamy wszystkie newralgiczne punkty.

Mendelssohn-Bartholdy Mendelssohn Mendelssohn-Bartholdy

Na pogrzebie (tego typu pogrzebie) nie możemy dopuścić, aby zawładnęła nami otoczka pogrzebu, rytuały, za pomocą których zupełnie obcy nam ludzie próbują wykorzystać ciało zmarłego (zmarłego, który przecież nie miał z tymi ludźmi nic wspólnego) do zaspokojenia swoich własnych, niecnych potrzeb. Zmarły nie chciał takiego pogrzebu, a otrzymał właśnie taki pogrzeb – czyż to nie ironia losu? I teraz A; Jak się mamy zachować?, nie iść na pogrzeb, czy też iść, by odbębnić historię? nie wiem. A może posłać coś z roślinności?  Na dłuższą metę zawsze jestem nie do wytrzymania. To twoje włączanie/wyłączanie światła. Pyknij no mi jeszcze raz! Czy nie powinnam go teraz jeszcze bardziej wymazywać?, czy też inaczej?, bariera z kotar, konarów, koców, tego, co pod ręką mam? […] Wymagał nieustannej uwagi uwagi, nieustającej troski, naturalnie, w dzisiejszych czasach, to nie do pomyślenia, dwudziestoczterogodzinna uwaga, takaż troska, dzwoneczek, którym przywoływał mnie do porządku. Coś mu jednak obiecałam. Do wszystkiego dodajesz mąkę! Zgrrromadzeni, brrracia i siostrrry, następnie modły, modły, modły, i dalej w tym tonie.

1749440242112950000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

317811

Monotonia

Było to przed dziesięciu laty.  Wysiadłem z autobusu,
wyszedłem pod górę po zboczu zaczynającym się u podnóża mostu,
za rogiem kościoła skręciłem w prawo
i za czerwoną skrzynką pocztową poszedłem w lewo,
by otworzyć okratowane drzwi pod numerem trzecim:
stał w nich mój kolega Hasegawa.

A teraz…  Wysiadłem z autobusu,
wyszedłem pod górę po zboczu zaczynającym się u podnóża mostu,
za rogiem kościoła skręciłem w prawo
i za czerwoną skrzynką pocztową poszedłem w lewo,
by otworzyć zakratowane drzwi pod numerem trzecim:
znowu w nich stał mój kolega Hasegawa…

Sugiyama Heiichi, Monotonia, [w:] Wiśnie rozkwitłe pośród zimy, tłum. A. Kazuko, W. Kotański, T. Śliwiak.

514229

W Kalkwerk może pan, jak w żadnych innych znanych mi budowlach, miał powiedzieć Konrad do Wiesera, a zna on największe i najwspanialsze i w gruncie rzeczy wszystkie możliwe rodzaje budów lub, mówiąc ściślej, dzieł murarskich, zawsze musi pan korzystać, czy pan tego chce, czy też nie chce, z tego samego utartego szlaku, zarówno tam, jak i z powrotem, podążać w gruncie rzeczy wciąż dalej i dalej, zatem może pan kroczyć jedynie ruchem postępowym.

Thomas Bernhard Kalkwerk, tłum. Ernest Dyczek, Marek Feliks Nowak