52401541556933700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dwie wiki na sen

 

Na terenach występowania pandy małej w potocznym języku chińskim jest ona nazywana hǔo hú (火狐), co dosłownie oznacza ognisty lis. Jednakże ta nazwa jest stosowana także na określenie zwykłego lisa. W wyniku pomyłki dosłowne angielskie tłumaczenie tej nazwy (firefox) znalazło się na stronie internetowej Wellington Zoo zamiast nazwy właściwej (red panda, lesser panda). Tłumaczenie to wybrano jako ostateczną nazwę przeglądarki internetowej Mozilla Firefox[6].
link

        

Koleń pospolity[3], koleń[4] (Squalus acanthias) – gatunek ryby chrzęstnoszkieletowej z rodziny koleniowatych (Squalidae). Ceniona ryba konsumpcyjna[przez kogo?].
link
Reklamy

1804806230506830000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

zamiast

 

Dlaczego nie urodziłem się wcześniej?! – pomyślałem ze smutkiem, dlaczego nie urodziłem się w XIX lub na początku XX wieku, kiedy wokół nie było tylu rozpraszaczy, mam tu na myśli przede wszystkim internet, który nieustannie odciąga mnie od pisania; zamiast pisać, co powinienem tu i teraz czynić nie oglądając się na nic, co kilka minut zaglądam do internetu, sprawdzam co też się tam zdążyło pozmieniać w świecie podczas mojej nieobecności, klikam, przewijam, odświeżam pocztę, chociaż od wielu lat nikt, prócz darmowych subskrypcji do mnie nie pisze, otwieram, zamykam okna, a na dokładkę, jakby tego było mało, dokarmiam reklamowe boty ciasteczkami. O ile łatwiej mieli dawno umarli pisarze, powiedziałem głośno – i natychmiast wyobraziłem sobie wszystkich tych moich dawnych mistrzów przed ekranami komputerów (myślę, że zachowaliby oni resztki zdrowego rozsądku i nie posługiwali się mimo wszystko smartfonami), przed moimi oczami stanęli, a właściwie rozsiedli się wygodnie wszyscy ci moi dawni mistrzowie, a ich twarze, rozjaśnione teraz niebieskawą, pulsującą nierównomiernie poświatą, wydały mi się jeszcze bardziej martwe. Co robiliby teraz moi dawni mistrzowie? – powiedziałem. Z pewnością mieliby problem. Zamiast pisać, co i ja powinienem teraz czynić, siedzieliby jak jeden mąż w internecie; taki David Foster Wallace od świtu do nocy nie spuszczałby z oka YouTube’a, oglądając w międzyczasie serial za serialem, taki Bernhard wspiąłby się niechybnie na szczyty odrazy i zniesmaczenia obserwując fluktuacje ludzkiej ignorancji podlewanej na okrągło katolicko-narodowym sosem – co tam gazety!, internet to dopiero źródło niekończonej się irytacji! Ciekawe czy Joyce napisałby Ulissesa, gdyby miał dostęp do internetu? Myślę, że nie. Na pewno nie. A Proust? Cóż robiłby Marcel podłączony w swoim łóżku do laptopa? Czy zaprzątałby sobie głowę poszukiwaniem straconego czasu, gdyby tracił czas na scrollowanie?
Zazdrościmy dawnym umarłym pisarzom tego, że mieli oni okazję urodzić się wcześniej od nas. Dzięki temu właśnie, dzięki takiemu, a nie innemu zbiegowi (chyba nie zbiegu?) okoliczności, mieli oni okazję napisać to, czego my, urodzeni znacznie później, nie jesteśmy już w stanie napisać, jedynie dzięki takiemu właśnie, szczęśliwemu dla nich, nieszczęśliwemu dla nas, zrządzeniu losu, to oni napisali pierwsi to, co my zawsze zamierzaliśmy napisać i, niestety, dzięki takiemu właśnie a nie innemu, nieszczęśliwemu dla nas, szczęśliwemu dla nich zrządzeniu losu, my nie możemy napisać właściwie już niczego, ponieważ w, jak to się mówi, dobie internetu, jesteśmy; a) roztrzęsieni, b) zasmuceni, c) znerwicowani i) do-dat-ko-wo skołowani porozrzucanymi po internecie cząstkami naszych tożsamości, a przez to niespójni, ponieważ nawet gdybyśmy teraz jakimś cudem cokolwiek napisali, stalibyśmy się jedynie żałosnymi, żalącymi się bez przerwy niekompetentnymi imitatorami.

263317680331265000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

To, co my definiujemy jako ja, nie jest już usadowione we wnętrzu mózgu biologicznego człowieka, tylko jest rozdystrybuowane. Jest częściowo tu, a częściowo w jego modelach, które istnieją w rozmaitych bazach danych i w algorytmach, które go modelują na potrzeby rozmaitych korporacji.

Jacek Dukaj

 

link

5965431141839500000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

licho nie śpi by nie spać mógł ktoś

 

Wielki strach zagościł w naszych sercach cztery dni temu, rankiem, w pochmurną niedzielę, gdy Nrtdu zamiast, jak to miała w zwyczaju, pozwolić sobie na przeciągnięcie snu aż do południa, wiedziona jakimś, nie wiedzieć jakim przeczuciem, postanowiła nagle odwiedzić zamieszkującą na kolonii ciotkę Hrlk. Ciotka Hrlk zamieszkiwała na kolonii całkiem sama, mówiła o sobie ciotka Hrlk samowystarczalna, jednak, jak wspomina Nrtdu, to określenie przerodziło się w dosyć ponury żart, kiedy tak stała i stała nad jej zmasakrowanymi zwłokami.

Nasi myśliwi nie mieli wątpliwości: Monstrum wróciło. Monstrum rulez! Prawdziwe Monstrum czai się w lasach i znów zagraża. Natychmiast zwołano nadzwyczajną naradę, na której powzięto następujące środki zaradcze:

a) zarządzono polowanie
b) zarządzono 24-godzinną relację z polowania we wszystkich wioskowych kanałach
c) do czasu rozprawienia się z Monstrum nikt nie opuszcza chaty
d) na wszelki wypadek grupa najbardziej zasłużonych myśliwych uda się na pielgrzymkę, by złożyć Wielkiemu Bóstwu ofiarę przebłagalną z lisich głów

2350704430272640000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

czekolada

 

W środę, około godziny piątej rano
na autostradzie A2 między Poznaniem a Koninem
wywróciła się cysterna przewożąca czekoladę.

Czekolada wylała się i zastygła na powierzchni –
mówi w rozmowie z TVN24 jeden z funkcjonariuszy.
Służby będą musiały nie tylko podnieść cysternę,
ale też usunąć z jezdni czekoladę.

Kierowcy, którzy poruszają się autostradą A2
muszą liczyć się z ogromnymi zatwardzeniami.

 

2788502654934310000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

słaby punkt

 

Władze rosyjskiej federacji piłkarskiej w porozumieniu z FIFA
podjęły decyzję o tym, że zbliżający się mundial otworzy niedźwiedź.

Tim, bo tak nazywa się wspomniany niedźwiedź brunatny,
ma być wyprowadzony na murawę podczas meczu otwarcia,
pomiędzy gospodarzami, czyli Rosją, a Arabią Saudyjską.

Próba występu niedźwiedzia z udziałem sędziów i piłkarzy
miała miejsce w meczu trzeciej ligi rosyjskiej,
pomiędzy drużynami Maszuk Piatigorsk i Anguszt Nazrań.

Tresowany niedźwiedź przed rozpoczęciem spotkania
został wprowadzony na murawę, otrzymał piłkę,
a następnie przekazał ją jednemu z arbitrów.
Później zachęcił kibiców do klaskania.

Media na całym świecie oszalały na punkcie Tima. 

184339437239402000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

dokądś

 

Transmisja kolorów albo transfer kolorów, jakoś tak to się nazywało, w tej chwili nie przypomni sobie. W każdym razie materiał filmowy zawierał kilkusekundową ekspozycję kawałka blachy z charakterystycznym zadrapaniem o odmiennej barwie. Dwa samolociki. Aż dziw, że się nie zobaczyli.

W ogóle jakaś perwersja w oglądaniu dokumentów, programów edukacyjnych i przyrodniczych. A potem tłumaczenie, wytłumaczanie, na swój nieprzekonujący, egzaltowany, chaotyczny sposób. Przechodzenie do porządku dziennego nigdy mu nie wychodziło.

Czemu cię nie ma gdy byłeś potrzebny i dlaczego myśli wybiegają w przeszłość toczą się jak butelki po asfalcie suną po taśmie jak opakowania z makaronem w programie Jak to jest zrobione?

20341574322680400000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Klon, Ukrop, Urwis Żółw

 

Zawdzięczam odkrycie Tydelii połączeniu fotografowania i internetu. Fotografowanie zaniepokoiło mnie podczas głębokiego snu w altanie w ogrodzie należącym do mojego najlepszego przyjaciela, którego inicjały postanowiłem zachować dla siebie, internet towarzyszył mi od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Ów pozbawiony inicjałów przyjaciel, który owego upalnego popołudnia zajęty był przeglądaniem rodzinnego albumu, zauważył podczas mego snu, że niemal na każdej grupowej fotografii chowam się za plecami stojącej przede mną osoby, zaś ja, tuż po przebudzeniu, dokładnie zrelacjonowałem mu swój sen, w którym na próżno usiłował przepołowić skorupę ogromnego, odznaczającego się niezwykłym poczuciem humoru żółwia – za każdym razem, gdy zbliżał się do niego z piłą spalinową, żółw ów wykonywał zręczny unik, co więcej, za pomocą smartfona robił mojemu przyjacielowi kompromitujące zdjęcie, po czym od razu wrzucał je na facebooka. Podczas gwałtownej wymiany zdań, która zaraz potem nastąpiła, obaj doszliśmy do wniosku, że syrop klonowy bywa wstrętny.

Następnego dnia mój pozbawiony inicjałów przyjaciel zadzwonił do mnie z Buenos Aires. Powiedział, że ma przed oczyma zdanie, na które natrafił przypadkowo w archiwum internetu, znajdując się dokładnie nad Oceanem Atlantyckim. Zdanie owo brzmiało: „Zabija się człowieka, każąc mu pozować do fotografii”. Powiedziałem mu, zgodnie z prawdą, że chętnie zobaczyłbym to zdanie. Kilka lat później podesłał mi link. W taki oto sposób dotarłem w końcu do Tydelii.