4801994309516810000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

kanały cierpienia

 

Całkowite odcięcie od kanałów informacyjnych. Koncentracja wyłącznie na tumblrze, na żmudnie wyselekcjonowanych, zindywidualizowanych, dobranych pracochłonną metodą prób i błędów kanalikach tumblrowych, dostarczających codziennej, nieirytującej, miłej jego sercu, a tym samym odpowiedniej (na odpowiednim poziomie), łatwostrawnej tumblrowej strawy dla jego przemęczonego mózgu. Blokada informacyjna nałożona w pierwszej kolejności na ogólnopolskie, a następnie, konsekwentnie, na ogólnoświatowe kanały informacyjne uniemożliwiająca dalsze szarganie jego zszarganych nerwów. Uświadomienie sobie w decydującym, a tym samym ocalającym momencie powagi zagrożenia tj. zgubnego wpływu wywieranego na jego układ nerwowy (plus odpornościowy) przez żądnego sensacji, wygadanego, posiadającego własną opinię na każdy temat, a tym samym nienawistnego mu pod każdym względem, w pierwszej kolejności czysto polskiego, w drugiej zaś światowego, nadawco-odbiorcę. Wejście do internetu traktowane odtąd jako wejście do tumblra, nigdzie więcej. Tumblrowe poranki i tumblrowe popołudnia. Tumblrowe wieczory. Tumblrowe noce.

Reklamy

14913169640232700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Divine

.

– Powiem ci coś w sekrecie.
[…]
– Wiem jednak, że możesz się przestraszyć. Może inaczej; wiem, że to, co teraz powiem zabrzmi cokolwiek dziwnie i niepoprawnie, i wiem, że raczej nie powinienem tego mówić, dusiłem to w sobie jednak przez długi, być może nawet zbyt długi czas i właśnie dziś nadszedł ten moment, moment, nazwijmy go dla uproszczenia decydujący, w którym nie pozostało mi nic innego, niż to po prostu wyrzec. Muszę ci to powiedzieć, Muszę. Wiedz, że to konieczne.
[…]
– Nie, nie dla twojego dobra, raczej dla… dla mojej satysfakcji. Tak. Właśnie tak. Temat jest zadawniony, od dawna prowadziłem w tym kierunku żmudne obserwacje, obserwacje na tyle odstręczające, że dla własnego zdrowia musiałem je z czasem porzucić, sporządziłem przy tym wielostronicowe notatki, wyciągając z nich na koniec zatrważające wnioski, wnioski, które przeraziły mnie samego, i to do tego stopnia, że bałem się nimi z kimkolwiek podzielić, kiełkowało to we mnie, kłuło mnie dniami i nocami, nie dawało spać, bałem się, że jeśli to kiedyś powiem, znienawidzisz mnie do końca życia, ale dziś pomyślałem sobie – trudno, pozostanie mi satysfakcja. Tak, przyznaję, wypowiedzenie tego sprawi mi ogromną satysfakcję…
[…]
– Tak, właśnie satysfakcję. Mam na myśli nie tylko satysfakcję, ale i… perwersję.
[…]
– perwersjęperwersjęperwersję! Ależ ja nigdy nie ukrywałem, że jestem perwersyjny! Perwersja to moja druga natura. Cały zbudowany jestem z perwersji. Moje myślenie jest myśleniem na wskroś perwersyjnym, każda myśl opuszczająca moje zwoje, jest myślą perwersyjną, nie zamierzam tego negować.
[…]
– Jeśli naprawdę znienawidzisz? Trudno. Najważniejsze, że ja poczuję ulgę, przecież tu chodzi o mnie, zawsze chodziło tylko o mnie, nigdy nie chodziło mi o nic innego.
[…]
– Jakoś się z tym pogodzę.
[…]
– Nie ma powodu do obaw, przyzwyczaiłem się, przecież i tak myślisz o mnie w ten sposób. Tego się nie da ukryć.
[…]
[…]
– Dlatego wypowiem to szeptem. Wyszepczę ci to do ucha, tak będzie łatwiej.
[…]
– Dobrze. Powiesz, kiedy będziesz.
[   ]
– Teraz?
[   ]
– Już?

[…]
– Istnieją mężczyźni uwodzący na feminizm i gender.