6452389184720950000000000000000000000000000000000000000000000000

krótko o pośrednikach

Najgroźniejsi wydawali mi się zawsze pośrednicy. Naturalnie nie miałem pełnej świadomości, świadomości rzeczywistej grozy pośredników, przez długi czas nieokreśloną grozę pośrednictwa odczuwałem jedynie podskórnie, dopiero jedno zdanie z Havla uświadomiło mi przed kilku laty, a więc stosunkowo niedawno, faktyczny stan rzeczy.

To jedno zdanie z Havla brzmiało tak; „Żyjemy w świecie pośredników i pośredników pośredników, w świecie lobbystów, konsultantów i agentów PR; na każdym kroku ktoś jest opłacany za to, że kogoś pozna z kimś, kto mu zapłaci za to, że go skojarzy z kimś innym, kto mu poradzi, jak zarobić na czymś, co stworzy jeszcze ktoś inny”.*

I nie traktuję tego zdania dosłownie. Mam tu na myśli pośrednictwo w ujęciu szerszym, nie ograniczającym się wyłącznie do sfery polityczno-biznesowej, ale obejmującym swoim działaniem (swoimi mackami) całość, jak to się delikatnie mówi, stosunków międzyludzkich. Mówię tu o wszystkich, którzy korzystając z okazji (korzystając z tłoku), chcą coś załatwić przy okazji, uszczknąć, ugrać dla siebie, podpiąć się, wykorzystać nadarzającą okazję. Mógłbym też powiedzieć; iż tam gdzie pojawia się dwoje ludzi, pojawia się pośrednik albo; każdy ma swojego pośrednika, lub też; każdy ma takiego pośrednika na jakiego sobie zasłużył.

Mówię tu między innymi (nie zdołam wszystkiego wyliczyć, nie mam sił wyliczać) o przygodnych kupcach pojawiających się w miejscach wzmożonego ruchu oferujących od ręki niezbędne gadżety po zawyżonych cenach, o ciągnących się za uznanymi reżyserami operatorach i dźwiękowcach wpływających na fatalną jakość ich filmów, o znudzonych informatykach tworzących w swych przyciasnych boksach tak zwane aplikacje domagające się natychmiastowej interakcji, o żerujących na biedzie, bezradności i uzależnieniu od sieci radosnych twórcach tak zwanych start-upów, o ekskluzywnych grabarzach, o wciskających ciasteczka i dodatkowe usługi, nie mówiąc już o reklamach i o występujących w reklamach, o lizusach podsuwających pod nos lepkie od śliny lizaki, o rzecznikach i rzecznikach rzeczników, o pozornie darmowych ręcznikach, o pojawiających się ni stąd, ni zowąd chłopakach z kropidłem, o całym tym outsourcingu, coachingu, trollingu; czy jak go tam zwał (tak jak mówiłem, worek jest zbyt obszerny, a ja nie mam teraz nastroju i ochoty, by go w nieskończoność zapełniać).

Tak więc, przed kilku laty, uświadomiłem sobie grozę albo, jak to się mówi, powagę sytuacji, czyli to, że nie ma ucieczki od pośredników; że gdzie się nie obejrzymy; zobaczymy pośredników; że z każdym dniem przybywa pośredników; że pośrednicy pączkują jak drożdże po deszczu; i że sami; z dnia na dzień; uśredniamy świat; stając się; chcąc nie chcąc; mimowolnymi pośrednikami.

 


* Václav Havel „Tylko krótko, proszę”, przeł. Andrzej S. Jagodziński

2464593359921180000000000000000000000000000000000000000000000000

„Każdy powinien znaleźć sobie język mniejszy, dialekt, a raczej idiolekt, w oparciu na którym umniejszościowi swój własny większościowy język. W tym tkwi siła autorów zwanych przez nas »mniejszymi«*, a którzy są zarazem największymi, jedynymi wielkimi (T. Bernhard! – przyp. mój**): w konieczności podbicia własnego języka, innymi słowy, osiągnięcia owej oszczędności w używaniu języka większościowego, pozwalającej wprawić go w stan stałego odmieniania (przeciwieństwo regionalizmu)”.

Gilles Deleuze, Felix Guattari,  Tysiąc plateau, tłum. S. Królak, P. Laskowski, M. Janik, Warszawa 2015, s. 124.

 


*Pamiętam szok, jakiego doznałem, gdy dowiedziałem się, że istnieje cudzysłów niemiecki.

 **Pamiętam, że czytałem „przyp. autora” jako „przypływ autora”. Do dziś tak czytam.

1523202464878590000000000000000000000000000000000000000000000000

Jak się zatem bronić? Czy możliwa jest obrona? Wystarczy na chwilę uchylić drzwi balkonowe, a już wpada reprezentantka chaosu. Albo te dźwięki. Kakofonia nie jest jeszcze czymś najgorszym, najstraszniejsza jest wypowiedź. W chwili, kiedy do uszu docierają pozlepiane słowa, natychmiast zaczynają się namnażać.
A las? Jak bardzo obnaża nas las. Czyż pomiędzy drzewami nie jesteśmy przypadkiem tym samym, co mrówki w trawie? Wystarczy tylko zmienić odrobinę perspektywę, spojrzeć na siebie z góry.

941390895042587000000000000000000000000000000000000000000000000

ziemianka

Więc najpierw pomyślałem, że to zdjęcie Ziemi wykonane przez sondę Cassini spomiędzy pierścieni Saturna powinno zawisnąć w każdej klasie świata, zastępując dotychczasowe symbole, i że dobry nauczyciel przed każdą lekcją powinien wskazywać na nie swoim uczniom, mówiąc, by się nie przejmowali, bo jesteśmy o tacy (tutaj złączone w charakterystycznym geście kciuk i palec wskazujący).

Ale zaraz potem pomyślałem, że w moim myśleniu również czai się ten jakże typowy dla przedstawicieli gatunku ludzkiego horror ogólnej powinności.

link

581811569836004000000000000000000000000000000000000000000000000

Zauważyłem (co nie było trudne do zauważenia), że wczoraj, po raz nie wiem który, zasłoniłem się Bernhardem. Ostatnio zamiast odsłonić się, jak to się mówi, uchylić rąbka (nawiasem mówiąc oba te sformułowania kojarzą mi się nie wiedzieć czemu ze słoniem), zaczynam się znowu zasłaniać; czy to cytatami, czy to zwierzętami (głównie psami i kotami), czy to powtórzeniami, czy to przejęzyczeniami, czy też, jak w wymienionym wyżej przypadku, po prostu Bernhardem. Podczas gdy większość – nie powiem wszyscy, ale zdecydowana większość – korzysta z bloga, żeby się odsłaniać, ja korzystam z bloga w celu zasłaniania. Tak jest dobrze?