16355517010639900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

102334155

 

0

Wszystko zależy od rytmu odpowiedzi. Rytm odpowiedzi za każdym razem musi być odmienny od rytmu zadawanego pytania. Nie dać narzucić sobie belferskiego tonu.

1

Nadmierna obserwacja siebie, ale nie stawiaj nie stawiaj diagnozy, każda diagnoza jest fałszem, a jednocześnie za(wy)biegiem [ej, znowu sen okaże się ratunkiem i jedynym wyjściem].

1

We snach mam dla siebie (niego) dużo wyrozumiałości. Traktuję go (siebie) jako postać, z którą mogę się utożsamić.

2

Co jest?: zegar z powyłamywanymi/podrygującymi wskazówkami, wiele obrazków, dwa gigabajty Bernharda –  wszystko, co jest mi drogie.

3

To miejsce jest zimne i obce – to obce zimne miejsce, każde zdanie traci tu sens, zanim się jeszcze rozwinie.

 

165580141

 

W ogóle, myślę, nasze myślenie ma charakter fraktalny. Czymże są nasze myśli, jeśli nie rozwidlającymi się widliszkami. Rozwielitkami. Ażeby można było iść dalej, należy wcześniej mówić bez wytchnienia, mawiał Pep z Barcelony, możliwie najwięcej. Kto nie próbuje, ten prędzej czy później, raczej prędzej, najprędzej, uschnie pod brzemieniem jednako wybrzmiewających godzin, a ten, kto od rana niestrudzenie kultywuje bifurkację, nie usycha w końcu jak patyczak, wieczorem zaś, kiedy kury siadają na grzędzie w sznur, jego węzełek pełen jest ci, pełen. Dzikie liszki, taki zamierzałem nadać tytuł tym zapiskom, powstrzymałem się jednak, albowiem nie zamierzam iść wcale na łatwiznę. Co jest ważne? Najważniejsze? Dobre sobre. Mógłbym długo, bardzo długo wyliczać, ale takie wyliczanie w wielu, a być może we wszystkich wymienianych metalicznym głosem aspektach mijałoby się z prawdą; i tak w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko tych kilka niezatartych wspomnień z dzieciństwa, reszta jest absurdalną pomyłką. Wyznam wreszcie: nie znoszę infekcji. Przez długi czas z infekcji miałem tylko wysuszone dłonie, przez wiele lat borykałem się jedynie z wysuszonymi dłońmi, z którymi nie było mi lekko. Sucha, przesuszona, obsychająca skóra dłoni, w dłuższym okresie czasu – źródło mojego zmartwienia. Przez cały czas nie myślałem o niczym innym, a jedynie o wysuszonych dłoniach, wszystko co robiłem, o czym pisałem, pisałem, pisałem, wiązało się wyłącznie z wysuszonymi dłońmi, myślałem o infekcji, myślałem o dłoniach. Nie wiem, po co wciąż o tym mówię, kremy, maści, instrukcje, zalecenia, parady, konsultacje, a przecież wszyscy jesteśmy zimni, lodowaci. Czarny piątek, czarny świątek, czarny rok; w taki sposób, dynamicznie, acz nieśpiesznie, „jak zwykle”, powracamy niechętnie do punktu wyjścia.

 

267914296

Walser. Tak.

„Wczoraj po raz pierwszy użyłem słuchawek radiowych. Stwierdziłem, że to całkiem przyjemny sposób, by być przekonanym, że ma się jakąś rozrywkę. Słuchamy czegoś odległego, a ci, którzy wypuszczają owo słyszalne w świat, równocześnie przemawiają do wszystkich, tzn. pozostają w zupełnej niewiedzy co do liczby i szczególnego charak­teru słuchaczy. Słuchałem między innymi doniesień o wy­darzeniach sportowych w Berlinie. Ten, kto mnie o nich informował, nie miał zielonego pojęcia o mej obecności, ba, istnieniu. Następnie słuchałem wierszy deklamowa­nych w szwajcarskiej odmianie niemieckiego, co chwilami zdawało mi się niebywale zabawne. Towarzystwo radio­słuchaczy z naturalnych przyczyn wpływa na ograniczenie sztuki konwersacji. Zajmując się słuchaniem, odrobinę lekceważymy, by tak rzec, sztukę dotrzymywania towa­rzystwa. Jest to efekt całkiem przyjemny, zrozumiały sam przez się. Oto ja i ci, którzy siedzieli obok mnie, słucha­liśmy, jak w Anglii grano na wiolonczeli. Było w tym coś osobliwego, cudownego”.

Robert Walser Radio, [w:] Mikrogramy, przeł. Łukasz Musiał

„Autorom powieści niech wolno mi będzie doradzić, aby byli niewymownie pociągający co do przedmiotu i niesły­chanie dystyngowani co do techniki, nie zachowując się przy tym w najmniejszym stopniu tak, jak gdyby wiedzieli bardzo wiele, a życie mocno ich zużyło, gdyż jedno i dru­gie wywołuje wrażenie nieprawdy. Większość czytelników i czytelniczek chce w miarę możności mieć do czynienia z literaturą, która zjednuje, nie niepokojąc”.

Robert Walser Książka beletrystyczna, [w:] Mikrogramy, przeł. Arkadiusz Żychliński

6247251594487360000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

o upadaniu gatunków

 

– Co ty tam mażesz?
– Mażę o śmierci.

 

Wskakując w środek programu przyrodniczego; ptak na gałęzi, nie pamiętam gatunku, zbliżenie, ujęcie z profilu, według lektorki zmęczony długą wędrówką i głodny. Szlak migracyjny zahacza o te pustynne tereny, dlatego warto wykorzystać nadarzającą się okazję. Okazją okazuje się niczego nieprzeczuwający pająk kręcący się bez sensu wokół naskalnego zagłębienia, jego ruchy (migawkowe ujęcie) przyciągają uwagę ptaka. Jeszcze tylko analiza sytuacji, przekrzywienie łepka, ostatnie zerknięcie – i już drapieżca podlatuje, by pochwycić swą ofiarę. Takiego rozwoju wypadków spodziewałem się od samego początku; znany schemat, ograny do cna. Widziałem tego typu sytuacje już tysiące razy i za każdym razem z góry znałem zakończenie; wystarczyło umieścić na gałęzi ptaka, a następnie pokazać ofiarę. Ofiarą jest ptak.

Ani on, ani ja nie spodziewaliśmy się takiego rozwoju wypadków, ergo: nie dostrzegliśmy w porę zagrożenia. Nie byliśmy wystarczająco skoncentrowani, nie uważali. Jestem niemile zaskoczony, widząc ptaka ginącego w rozwartej paszczy węża (gatunek wykorzystujący zakończenie ogona jako imitację pająka).

 

PS

Bezpowrotnie minęły te dni, kiedy podążałem za jedną frazą, jednym słowem. Potrafiłem rozwijać i nie byłem zniesmaczony rozwijaniem. Mówiłem. Nie unikałem mówienia.

 

ładne

Mniszek lekarski (nazwa akademicka: Taraxacum spp. Lub Taxacum officinale) to roślina kwiatowa i gatunek fileta (Taraxacum) z koszykówki. Jest to powszechne zioło na Islandii i może dorastać do 1000 m nad poziomem morza. Jest podzielony na kilka gatunków. Po kwitnieniu mniszek lekarski zamyka kosz z kwiatami, a następnie otwiera go ponownie, gdy nasiona są w pełni dojrzałe i nazywa się kalusem. Nasiona mniszka lekarskiego mają włosy z planktonu i mogą przejść długą drogę. Korzeń to korzeń marchwi. Nadęty mniszek lekarski nazywany jest kołnierzem oczekującym (uciąg lub uciąg).

[Túnfífill via ¡Tłumacz, Google!]

 

Jak już wspominaliśmy poprzednio – czytał Homek – ów ciekawy gatunek czerpał energię z wyładowań elektrycznych, powstających regularnie w wąskich dolinach i oświetlających noc białym i fioletowym światłem. Możemy sobie wyobrazić, jak ten ostatni z wygasających gatunków Nummulitów zbliża się powoli do powierzchni, jak szuka drogi do bezkresnych moczarów w lasach przesiąkniętych deszczami, gdzie błyskawice odbijają się w pęcherzykach na powierzchni bagien, i jak opuszcza ostatecznie swój pierwotny żywioł.

7410747788164140000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Najnowsze badania pokazują, że wiele zwierząt może odczuwać cierpienie, ponieważ posiadają one świadomy automodel, i że nasze obecne sposoby traktowania ich nie są w żaden sposób uzasadnione etycznie. Jednak w jaki sposób dowiadujemy się, czy samoświadome zwierzę, które nie jest w stanie z nami rozmawiać, doświadcza określonych warunków chowu jako odpychających, jako formę negatywnego doświadczenia? Odpowiedź jest prosta: należy zweryfikować, czy zwierzę, gdy może dokonać wyboru, weszłoby samo z siebie ponownie w ten sam stan. Jeśli zadamy to pytanie w odniesieniu do długiego ciągu świadomych momentów w naszym własnym życiu i jeśli będziemy przy tym bardzo dokładni i szczerzy, to możemy poczynić dwie zaskakujące obserwacje fenomenologiczne. Po pierwsze, wydaje się, że – choć świadome momenty dramatycznego cierpienia są raczej rzadkie – w ostatecznym rozrachunku, przy dokładnej obserwacji, oceniamy nasze życia jako niewarte przeżywania. Przynajmniej w tym prostym sensie, że nie chcielibyśmy przeżywać ponownie zdecydowanej większości momentów stanowiących o naszym świadomym życiu. Po dokładniejszym zbadaniu przy użyciu tego czysto subiektywnego kryterium wybralibyśmy tylko kilka „dobrych ziarenek” z popiołów złej macochy i nie pomogłoby nawet, gdyby – jak w bajce – „pomagały nam wszystkie ptaszki podniebne”. Po drugie, to odkrycie dotyka nas tylko przez moment. Prawie natychmiast uruchamiają się olbrzymia aktywność poznawcza i automodel autobiograficzny, które stabilizują nasze poczucie samooceny. „Prawdziwym problemem nie są w ogóle wyizolowane hedonistyczne jakości, wartość doświadczenia świadomego zdeterminowana jest przez ogólny kontekst mojego życia, przez moje osobiste cele i pragnienia w dłuższym okresie!” – mówimy sobie natychmiast. Zaczynamy filozofować: „Nie chodzi o średnią wartość, ale o balans – jedynie szczytowe doświadczenia się liczą!” – myślimy. Albo: „Większość świadomych chwil jest w zasadzie neutralna, a nie naprawdę odpychająca czy wywołująca cierpienie!”. Być może powiemy: „Cóż, to prawda, że większość momentów w moim życiu była raczej nieprzyjemna albo po prostu nudna, ale piszę dysertację, która wzbogaci wiedzę ludzkości i postęp epistemiczny, a to jest znacznie ważniejsze niż ładnie zapełniona playlista na wieczność!”. Jeśli potraktujemy serio ten drugi fakt fenomenologiczny, to od razu nasunie się niepokojąca teza. Być może głównym zadaniem wyższych funkcji automodelu jest ciągłe pchanie organizmu do przodu, generowanie funkcjonalnie adekwatnych form samooszukiwania się, które pudruje nieładne detale życia codziennego poprzez wytwarzanie wyolbrzymionej i nierealistycznie optymistycznej wewnętrznej narracji, czyli „narracyjny automodel”.
Thomas Metzinger Tunel Ego. Naukowe badanie umysłu i mit świadomego ja, tłum. Paweł Grabarczyk