63173200356011900000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Czas był wypełniony niesamowitością i niepoczytalnością, a także nieustanną potwornością i niewiarygodnością. Montaigne pisze, że to bardzo bolesne doświadczenie, musieć przebywać w miejscu, w którym obchodzi nas i dotyczy wszystko, co ogarniamy wzrokiem. I dalej: moja dusza była poruszona, tworzyłem sobie własną opinię o otoczeniu i próbowałem uporać się z nią bez pomocy obcych ludzi. Jednym z moich przeświadczeń było, że prawda w żadnym wypadku nie może ulegać przymusowi i przemocy. I dalej: pragnę dać się poznać i jest mi obojętne, do jakiego stopnia, jeśli tylko to się naprawdę dzieje. I dalej: nie ma niczego trudniejszego, ale też niczego bardziej pożytecznego niż autoopis. Należy badać samego siebie, rozkazywać sobie i stawiać się na właściwym miejscu. Zawsze jestem na to gotów, gdyż zawsze opisuję siebie, a nie opisuję własnych czynów, tylko własną istotę. I dalej: pewne sprawy, których ujawniania zabraniają przyzwoitość i rozsądek, podawałem do wiadomości otoczenia dla nauczki. I dalej: uczyniłem swoją zasadą mówienie wszystkiego, co ośmielam się powiedzieć, zatem wyjawiam nawet myśli, których właściwie nie można upublicznić. I dalej: jeśli chcę siebie poznać, to dlatego, abym poznał, jaki jestem naprawdę, dokonuję więc krytycznej analizy na swój temat”.

Thomas Bernhard, Autobiografie, przeł. S. Lisiecka

Reklamy

39043184998122300000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Jazda

 

A kiedyś tak mu kubicowałem… Pamiętam dobrze, w tamtym mieszkaniu, z tą leżanką, kiedy oglądanie go było jedyną rzeczą nie sprawiającą mi bólu. Te dwie godziny wyrwane z codzienności, podczas których o wszystkim zapominałem, koncentrując się precyzyjnie na jeździe…

A jak miał wypadek… Wkurzyło mnie to niemiłosiernie. Pragnąłem wtedy mocno, żeby wygrał, zaciskałem kciuki, a on miał se po prostu wypadek = i te nogi wystające z bolidu. Wstań! – wrzeszczałem, wstań i jedź! Zróbcie coś do jasnej cholery! Obudźcie go! Przecież może jeszcze jechać! Dawaj, dawaj, jeszcze nie wszystko stracone!

I dziś do ostatniej chwili… te cholerne testy. To testowanie. Sranie w banie. Ten brak zaufania, jakby nie docierało do nich, że jest po prostu najlepszy. A wątpliwości w komentarzach?! W każdym komentarzu kurna jakaś wątpliwość, że to, że tamto. A ja wierzyłem! Do ostatniego przejazdu. Do ostatniej sekundy. I wykręcił.

14913169640232700000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Divine

.

– Powiem ci coś w sekrecie.
[…]
– Wiem jednak, że możesz się przestraszyć. Może inaczej; wiem, że to, co teraz powiem zabrzmi cokolwiek dziwnie i niepoprawnie, i wiem, że raczej nie powinienem tego mówić, dusiłem to w sobie jednak przez długi, być może nawet zbyt długi czas i właśnie dziś nadszedł ten moment, moment, nazwijmy go dla uproszczenia decydujący, w którym nie pozostało mi nic innego, niż to po prostu wyrzec. Muszę ci to powiedzieć, Muszę. Wiedz, że to konieczne.
[…]
– Nie, nie dla twojego dobra, raczej dla… dla mojej satysfakcji. Tak. Właśnie tak. Temat jest zadawniony, od dawna prowadziłem w tym kierunku żmudne obserwacje, obserwacje na tyle odstręczające, że dla własnego zdrowia musiałem je z czasem porzucić, sporządziłem przy tym wielostronicowe notatki, wyciągając z nich na koniec zatrważające wnioski, wnioski, które przeraziły mnie samego, i to do tego stopnia, że bałem się nimi z kimkolwiek podzielić, kiełkowało to we mnie, kłuło mnie dniami i nocami, nie dawało spać, bałem się, że jeśli to kiedyś powiem, znienawidzisz mnie do końca życia, ale dziś pomyślałem sobie – trudno, pozostanie mi satysfakcja. Tak, przyznaję, wypowiedzenie tego sprawi mi ogromną satysfakcję…
[…]
– Tak, właśnie satysfakcję. Mam na myśli nie tylko satysfakcję, ale i… perwersję.
[…]
– perwersjęperwersjęperwersję! Ależ ja nigdy nie ukrywałem, że jestem perwersyjny! Perwersja to moja druga natura. Cały zbudowany jestem z perwersji. Moje myślenie jest myśleniem na wskroś perwersyjnym, każda myśl opuszczająca moje zwoje, jest myślą perwersyjną, nie zamierzam tego negować.
[…]
– Jeśli naprawdę znienawidzisz? Trudno. Najważniejsze, że ja poczuję ulgę, przecież tu chodzi o mnie, zawsze chodziło tylko o mnie, nigdy nie chodziło mi o nic innego.
[…]
– Jakoś się z tym pogodzę.
[…]
– Nie ma powodu do obaw, przyzwyczaiłem się, przecież i tak myślisz o mnie w ten sposób. Tego się nie da ukryć.
[…]
[…]
– Dlatego wypowiem to szeptem. Wyszepczę ci to do ucha, tak będzie łatwiej.
[…]
– Dobrze. Powiesz, kiedy będziesz.
[   ]
– Teraz?
[   ]
– Już?

[…]
– Istnieją mężczyźni uwodzący na feminizm i gender.

9216845717656860000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

27 listopada (stan)

Obserwuję 288 blogów. Dałem 4554 serduszek.


„Osoba w depresji zwierzała się zarówno terapeutce, jak i Układowi Wsparcia, że dobrze, aż za dobrze, pamięta, jak w trzeciej swojej szkole z internatem obserwowała współlokatorkę rozmawiającą przez zainstalowany w pokoju telefon z nieznanym jej (tzn. osobie w depresji) chłopakiem i czyniącą przy tym miny i gesty wyrażające niechęć i znudzenie, aż w końcu ta pewna siebie, lubiana i atrakcyjna współlokatorka zaczęła wykonywać pod adresem osoby w depresji ekspresyjną pantomimę pukania do drzwi i powtarzała ją (tzn. pantomimę) z desperacką miną tak długo, aż wreszcie osoba w depresji domyśliła się, że ma otworzyć drzwi pokoju, wyjść i zapukać głośno w otwarte drzwi, żeby dać współlokatorce pretekst do przerwania rozmowy. Za czasów szkolnych osoba w depresji nigdy nie rozmawiała o incydencie z telefonem chłopaka i oszukańczą pantomimą z ową współlokatorką – współlokatorką, z którą się nie spiknęła ani nie zżyła ani trochę i której gorzko, boleśnie nie cierpiała, za co gardziła samą sobą, i nie uczyniła żadnego kroku w kierunku podtrzymania z nią kontaktu po zakończeniu wlokącego się niemiłosiernie drugiego semestru drugiej klasy – za to podzieliła się dręczącym wspomnieniem owego incydentu z Układem Wsparcia, dzieląc się z nim również spostrzeżeniem, jak bezdennie okropnie i żałośnie czułaby się na miejscu tego bezimiennego, nieznanego chłopaka na drugim końcu linii telefonicznej, chłopaka usiłującego w dobrej wierze podjąć ryzyko emocjonalne i nawiązać kontakt, porozumienie z ową pewną siebie współlokatorką, w nieświadomości tego, że jest niechcianym ciężarem, w żałosnej nieświadomości milczącej pantomimy znudzenia i pogardy odgrywanej na drugim końcu linii, i teraz ona, osoba w depresji, prawie niczego nie boi się tak strasznie, jak znalezienia się kiedykolwiek na miejscu osoby, z powodu której ktoś musi wzywać milcząco inną osobę w pokoju na pomoc w odegraniu fałszywej wymówki pozwalającej zakończyć rozmowę telefoniczną”.
David Foster Wallace, Osoba w depresji, [W:] Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi, przeł. Jolanta Kozak

5696323922575860000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

na dziś*
.
.

W niechcący usłyszanej dziś rano reklamie zdążył powiedzieć, że za telewizor plazmowy zapłacę tyle a tyle, natomiast za smartfona zapłacę już tylko tyle a tyle.
A JA NIE ZAPŁACĘ!

oraz cytat:

„Zamiast od razu, jak wcześniej obiecałem, opisać Gambettiemu Wolfsegg, opowiedziałem mu wtedy coś o Nietzchem, czego lepiej żebym był nie mówił, coś o Kancie, co było całkiem bezsensowne, coś o Schopenhauerze, co początkowo sam uważałem za szczególnie kompetentne, później jednak musiałem uznać za dość zwariowane, już po kilku minutach, coś o Montaigne’u, czego sam nie rozumiałem nawet w momencie, kiedy mówiłem o tym do Gambettiego; ledwo bowiem wygłosiłem do niego owo zdanie dotyczące Montaigne’a, Gambetti poprosił mnie, żebym zechciał wyjaśnić mu wygłoszone właśnie zdanie, czego jednak nie potrafiłem uczynić, ponieważ w tej samej sekundzie sam już nie wiedziałem, co w ogóle powiedziałem o Montaigne’u. Mówimy coś i widzimy to całkiem jasno, a w następnej chwili w ogóle nie wiemy, cośmy właśnie powiedzieli, powiedziałem do Gambettiego, akurat powiedziałem coś o Montaigne’u, ale teraz, dwie, trzy sekundy później już wcale nie wiem, co naprawdę i rzeczywiście powiedziałem o Montaigne’u. Powinniśmy posiadać taką umiejętność, żeby móc coś powiedzieć, wygłosić i to przed chwilą wygłoszone jednocześnie zaprotokołować w umyśle, co jednak nie jest możliwe, powiedziałem do Gambettiego”.

Thomas Bernhard, Wymazywanie, tłum. S. Lisiecka


.


*Ten wpis tylko po to, aby szybko odwrócić uwagę od poprzedniego (stara dobra metoda stosowana przeze mnie jak dotąd z pozytywnym skutkiem). Nie lubię swoich egzaltacji.