93094947492730600000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Z każdym krokiem pustka we mnie i pustka wokół mnie robiła się większa, a cisza głębsza. Pewnie dlatego przeraziłem się, o ile sobie przypominam niemal śmiertelnie, gdy spod moich stóp poderwał się zając, schowany w kępach trawy na poboczu, i pomknął najpierw spękaną jezdnią, potem, wykonawszy gwałtowny zwrot, prosto w pole. Gdy się zbliżałem, musiał przycupnąć i z szaleńczo bijącym sercem czekać do ostatka, gdy było już prawie za późno, by ratować życie. W tej samej chwili, gdy paraliż, jaki nim owładnął, przerodził się w paniczny odruch ucieczki, udzielił mi się jego strach.

W.G. Sebald, Pierścienie Saturna, przeł. M. Łukasiewicz

 

5 VI 1968

Dzisiaj rano nastraszył mnie niesamowicie olbrzymi zając-straszak. Trzecia rano była. Wyszedłem z chaty i szedłem przez pola. I nagle spod samych nóg prysnął mi zając. Odskoczyłem w bok i przewróciłem się. Potknąłem się i padłem na tyłek. Zając wielkimi susami czmychał pod górę, a ja jak się nie zaśmieję. To było coś niesamowitego ten śmiech w środku pola. Pusto, cicho, przedświt, a tu ten mój śmiech.

E. Stachura, Dzienniki. Zeszyty podróżne

Reklamy

756919526153061000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

„Stół, który stawał się coraz bardziej stertą kawałków, a coraz mniej stołem… Nie nadawał się do żadnego użytku, nie nadawał się do niczego, czego można byłoby oczekiwać od stołu. Ciężki, zwalisty, ledwo nadawał się do przenoszenia. Nie było wiadomo, jak się za niego zabrać (ani mentalnie, ani manualnie). Blat, jego użytkowa część, stopniowo zmniejszał się, znikał, i miał już tak niewiele wspólnego z masywną konstrukcją, że nie sposób było traktować całości jak stołu, raczej jak osobliwy mebel, nieznane narzędzie, niemające żadnego zastosowania. Stół zdehumanizowany, niezapewniający żadnej wygody, nie był ani mieszczański, ani ludowy, nie był też stołem wiejskim, kuchennym czy służącym do pracy. Nie poddawał się niczemu, bronił się sam, odmawiał współpracy i porozumienia. Było w nim coś przygnębiającego i osłupiającego. Można było pomyśleć, że to zatrzymany silnik”.

Gilles Deleuze, Félix Guattari, Anty-Edyp, przeł. Tomasz Kaszubski

 

PS
takie skojarzenie, może głupie, z tytułowym z „Dociekań strefy”, Marcinie